Państwo bez Boga
„Królestwo, rozdzielone przeciwko sobie, będzie spustoszone” (Mt 12,
25)
Człowiek – takie jest zrządzenie Opatrzności Bożej – „rodzi się dla
łączenia się i jednoczenia z ludźmi” (enc. Immortale Dei). Ta dążność wrodzona zaczyna się od założenia rodziny.
Aby jednak człowiek mógł „otrzymać zupełne zaopatrzenie życia” (tamże), wiele
rodzin musi się zespolić w państwo. Jego powstanie jest jakby zakończeniem
wrodzonej potrzeby człowieka do łączenia się z innymi. Sprawcą takich dążeń
społecznych jest sam Bóg. I doprawdy piękny jest obraz państwa, które,
pochodząc od Boga, przeprowadza swój cel i zapewnia podwładnym dobrobyt z myślą
o Bogu. W takim państwie sprawujący władzę uważa się za narzędzie Opatrzności
Bożej w stosunku do podwładnych; prawa przezeń wydane, noszą na sobie
pieczęć sprawiedliwości, która „wywyższa naród” (Prz 14, 34); podwładni zaś
wyrażają posłuch chętny dla władzy i prawa. W takim państwie
„sprawiedliwość i pokój pocałowały się” (Ps 84, 11). Ja jednak teraz inny,
smutniejszy obraz mam nakreślić, obraz „królestwa, rozdzielonego przeciwko
sobie”, państwa rozdartego, bo bez przewodniej myśli o Bogu. Rozważmy więc
po pierwsze, jaką jest władza w państwie bez Boga i jakie są jej
prawa, oraz po drugie, jakimi są w takim państwie podwładni.
1. „Żadna społeczność, a więc i państwo, nie może istnieć,
jeśli ktoś nie przewodniczy wszystkim jej członkom, nakłaniając skutecznie
każdego ku dążeniu do celu wspólnego. Stąd wynika, że społecznościom ludzkim
jest nieodzownie potrzebna władza nimi rządząca” (enc. Immortale Dei). Forma rządów może być różnoraka: królewska,
arystokratyczna czy demokratyczna; do każdej jednak władzy prawowitej stosują
się słowa św. Pawła: „Nie masz zwierzchności jak tylko od Boga, a te które
są, od Boga są postanowione” (Rz 13, 1). Na władzy więc państwowej niejako
pieczęć Boża została wyryta na znak, że ją wykonywać należy w imieniu Pana
narodów i państw. Sprawujący ją są tylko szafarzami mocy, z wysoka
użyczonej, włodarzami ewangelicznymi, co kiedyś zdadzą rachunek ze swych rządów
nad ludem im powierzonym. Ta wzniosła myśl o odpowiedzialności trzyma
władców w granicach przykazań Bożych i chroni ich od nadużyć.
Niestety, na miejsce takiego zdrowego, chrześcijańskiego poglądu na
pochodzenie władzy państwowej i jej granic, w czasach nowoczesnych sformułowano
zasadę błędną, że państwo nie ma nad sobą żadnego Pana, że jest bezbożne,
bezreligijne: „Ono samo jest dla siebie źródłem wszelkiej władzy, a więc
ono posiada władzę bez granic” (Syllabus
Piusa IX, 8.12.1864, nr 39). Jest to tak
zwana nauka o wszechmocy państwa. Pierwszy raz ogłosił ją Filip Piękny,
król Francji, będący w sporze z papieżem Bonifacym VIII: „Doczesny
rząd mego królestwa do mnie tylko należy: w tej sprawie nie uznaję żadnego
zwierzchnika, nigdy nie poddam się nikomu”. Odnawiając pogańska naukę, która w epoce
cesarstwa rzymskiego niejako ubóstwiła władzę państwową, Filip V ogłosił w świecie
chrześcijańskim po raz pierwszy rozdział polityki i moralności. Władza
królewska ma być bez granic: król jest ponad prawem (Kurth, Kościół w okresach przełomowych
historii, tłum. ks. Szymański, s. 84-85). Nastaną później, głównie w naszych
czasach, rządy demokratyczne i powtórzą w sposób bardziej jeszcze skrajny
zasadę tego króla, zasadę przeciwną nauce Chrystusowej Kościoła katolickiego:
„Władzy państwowej wszystko wolno czynić, co tylko sprzyja potędze państwa, bez
żadnego oglądania się na Boga, religię”. I w rzeczy samej, w państwie
bez Boga nie uznaje się za prawdziwą żadnej religii, a więc również i Chrystusowej
religii katolickiej: wszystkie mają być jednakowej wartości, do wszystkich
wyznań najróżnorodniejszych takie państwo odnosi się z obojętnością
zupełną lub lekceważeniem a nawet z niechęcią wroga. Niekiedy (co najwyżej)
„wszechmocne” państwo wytworzy sobie jakiegoś „swego narodowego, państwowego
Boga” i pocznie ścigać, prześladować religię, przede wszystkim katolicką,
która nie chce zamienić Ojca wszystkich ludzi na „boga” narodowego,
państwowego. Tak było w ciągu trzech pierwszych wieków okrutnego
prześladowania chrześcijan za Nerona i innych cesarzy rzymskich. Tak było
przed niewielu laty na ziemiach naszych pod panowaniem carów moskiewskich, oraz
Wilhelma pruskiego za sprawą Bismarcka. Tak jest z nienawiści w ogóle
do religii, zwłaszcza katolickiej w krwią ociekających krajach
bolszewickich: Rosji i Meksyku.
Wszechmoc swą wyznając, państwo bez Boga podda swej władzy inne, od
Boga pochodzące społeczności: Kościół i rodzinę. Nie licząc się więc z tymi
prawami, które Chrystus Pan nadał Kościołowi, władza najwyższa w takim
państwie sama pocznie określać granice władzy kościelnej. Pan Jezus rozkazał
apostołom i ich następcom, biskupom i kapłanom: „Nauczajcie wszystkie
narody! (Mt 28, 19). Państwo zaś bez Boga, w imię źle pojętej wolności
przekonań, zabroni pod karami surowymi nauczać dzieci zasad wiary i obyczajów
przed pełnoletniością, nie tylko w szkołach publicznych i prywatnych,
lecz nieraz nawet w obrębie świątyń. Wzorem swego Założyciela, którego
życie całe było wysławianiem Ojca w niebiesiech, Kościół rozwinął
przepiękną liturgię (śpiewy, muzykę kościelną, obrzędy, procesje itp.), byle by
tylko jak najgodniej uczcić majestat nieskończony Pana nad pany. Niestety, w państwie
bez Boga nie wolno Kościołowi wyjść poza mury świątynne i publicznie
wykonywać obrzędów religijnych, a nawet samą świątynię odbiera się
Kościołowi i przeznacza na cele niereligijne: teatr, muzeum itp.
Kościołowi tylko Pan Jezus powierzył szafowanie sakramentów św., by one były
pomocą dla wiernych w drodze do żywota wiecznego. Tymczasem państwo bez
Boga wyłączy z liczby siedmiu środków nadprzyrodzonych sakrament
małżeństwa i nie pozwoli na błogosławienie przez kapłanów ślubów, albo w ogólności,
albo przynajmniej przed zawarciem tak zwanego ślubu cywilnego. Pan Jezus przed
wstąpieniem do nieba zostawił zastępcę w osobie św. Piotra i papieży
oraz dał im władzę najwyższą nad całym Kościołem. Oni dopiero naznaczają
biskupów prawowitych, którzy w zarządzie powierzoną im diecezją powinni
porozumiewać się ze Stolicą Apostolską. Tymczasem władza świecka w państwie
bez Boga i w tym czyni przeszkody: zabrania kontaktów bezpośrednio z Ojcem św., a samym
biskupom nie pozwala bez swej zgody ogłaszać wiernym zarządzeń pasterskich. Aby
Kościół mógł skuteczniej spełniać swe posłannictwo, musi mieć prawo posiadania
(świątyń, domów, pewnej ziemi itp.). Władza zaś w państwie bezreligijnym
prawie zawsze zaczyna prześladowanie Kościoła od wyzucia go z wszelkiego
mienia, czyli od tak zwanego upaństwowienia własności kościelnej. Smutne
doprawdy i ohydnie niesprawiedliwe jest położenie Kościoła w państwie,
w którym władza najwyższa odarła Boga z wszelkiej czci.
I druga doniosła społeczność, rodzina chrześcijańska dozna również
skutków przerażających „opieki” władzy w państwie bezreligijnym. Rodzina
katolicka dlatego jest tak silna i zdrowa, że powstała pod tchnieniem
Chrystusowego sakramentu małżeństwa, który z kobiety i mężczyzny
czyni „jedno”: „Będą dwoje w jednym ciele” (Rdz 2, 24). Ta jedność męża i żony
oraz ich nierozerwalność do końca życia jest błogosławieństwem dla ich dzieci. Tymczasem,
jak już nadmieniłem, państwo bez Boga podkopuje tę jedność, bo na miejsce
sakramentu wprowadza śluby cywilne oraz (co gorsza!) legalizuje rozwody. Nie
stawiając zaś tamy zachętom ohydnym do praktyk występnych w pożyciu
małżeńskim, władza bezreligijna przyczynia się do coraz większego
bezczeszczenia rodzin w państwie. Druzgocącą działalność posuwa ona dalej,
skoro na rodziców nakłada przymus posyłania dzieci i młodzieży do szkół państwowych,
w których nie tylko nic o Bogu nie usłyszą, lecz nadto wcześnie
nauczą się drwić, szydzić z świętości najwyższych.
Aby istnieć, państwo bez Boga wydaje ustawy, prawa, które mają kierować
życiem poddanych oraz zapewnić ład i spokój publiczny. Czyż jednak
zarządzenia w takim państwie mogą nosić miano ustawy, posiadającej
przymiot najgłówniejszy – sprawiedliwość? Przecież każdego prawa, noszącego
słusznie to wzniosłe miano, ostateczną podstawą jest wola Boża. Papież Pius IX
potępił zdanie, iż „nie ma najmniejszej potrzeby, aby ustawy ludzkie były
zastosowane do zakonu przyrodzonego, albo moc obowiązującą od Boga odbierały” (Syllabus Piusa IX, 8.12.1864, nr 56). Prawo
wypływa wprawdzie z rozumu zwierzchnika, który ma rozważyć, czy
zarządzenie będzie ku dobru państwa. Jednak rozum najwyższego nawet
zwierzchnika, zawsze tylko ludzki, powinien wesprzeć się na rozumie Bożym i z nim
się uzgodnić, by zarządzenie było w rzeczy samej prawowite i mogło
nazywać się prawem. Tymczasem (niestety!) władza w państwie bez Boga
uznaje sam rozum ludzki, bez żadnego baczenia na Pana Boga, za jedynego
sędziego w tym, co jest prawdą, a co fałszem; co jest dobrem, a co
złem. Ów ludzki rozum ma rzekomo sam jeden wystarczać do wydawania ustaw dla
dobra poddanych. „Przepisy państwowe, tak głoszą bluźnierczo, nie potrzebują
sankcji Boskiej” (tamże). Czy w ten sposób wydane i ogłoszone ustawy
mogą obowiązywać w sumieniu? I w rzeczy samej, ustawodawca w państwie
bez Boga nie troszczy się bardzo o sumienie, wydaje prawa tak zwane karne,
którym skuteczność zapewnić mają wysokie grzywny pieniężne, więzienie i inne
środki policyjne. Siła fizyczna, policja ma być podwaliną takiego państwa, ma
wymuszać posłuszeństwo dla praw i zarządzeń władzy. Mówi się wprawdzie o moralności
tak zwanej świeckiej, lecz ona, bez oparcia się o religię, bez
zadzierzgnięcia jak najściślejszych węzłów z wiarą w Boga i odpowiedzialność
w życiu pozagrobowym, będzie tylko wyrazem, dźwiękiem pustym, bez
znaczenia, bez wpływu na wyrobienie wśród podwładnych cnót obywatelskich. Dobrze
to uchwycił wielki święty i uczony chrześcijański, św. Augustyn, który
zapytuje: „Po usunięciu sprawiedliwości [Bożej] czym są państwa, jeśli nie
gromadą wielką złoczyńców?” (De civit.
Dei, 1. IV, c. 4).
2. Zdanie św. Augustyna o państwie bez Boga przepełnia zgrozą
każdego obywatela zdrowo myślącego, który przecież z samego prawa
przyrodzonego jest przeznaczony do współistnienia z innymi. To pewne, że
religijność odezwie się w niejednym sercu, które – jak tenże wielki ojciec
Kościoła doskonale pojmował – samo przez się do Boga się wyrywa: „Stworzyłeś
nas, Panie, dla siebie, i nieukojone zostaje serce nasze, póki nie dojdzie
do Ciebie” (Wyznania). Zapytać jednak
godzi się, jakimi mogą stać się podwładni w państwie, gdzie władza nie ogląda
się zupełnie na Boga? Jaki wpływ ona może mieć na stan moralności obywateli?
Kiedy Pan Bóg ogłaszał podstawy życia moralnego, zawarte w dziesięciorgu
przykazań, miał na uwadze wszystkich ludzi, zarówno tych, co dzierżą władzę w państwie,
jak i tych, co jej słuchać mają. Błędem więc jest stawianie różnicy między
moralnością osób prywatnych i publicznych, tak jakby sprawujący władzę
stał ponad zakonem moralnym; tak jakby wolno mu było deptać i gwałcić
prawa Boże i kościelne. Nie ma podwójnej moralności: jednej dla osób
rządzących państwem, a drugiej dla osób podwładnych. Bezcześcić Imię Boże,
kraść, zabijać, kłamać itp. nie wolno nikomu, ani władzy, ani obywatelom w państwie.
Błąd ten jest zgubny dla państwa, bo przykład władców, którzy nie liczą się z Bogiem,
Jego nakazami i zakazami, oddziałuje i pociąga do naśladownictwa.
Bezreligijne państwo może wychować tylko niereligijnych i niemoralnych
poddanych.
Jakże poddany ma się liczyć z Bogiem i kształtować swe
sumienie z myślą o Nim, gdy władza państwowa jest przesiąknięta
bezbożnością? Jakże ma on postępować z pobudek nadprzyrodzonych, kiedy
władze państwowe opierają się wyłącznie na naturalizmie wykluczającym wszelką
nadprzyrodzoność? Czy wśród podwładnych mogą rozwinąć się takie cnoty
obywatelskie jak: wierność, sumienność, prawość, uczciwość oraz, zawsze tak
cenna miłość Ojczyzny, gdy im odbiera się Boga, a więc grunt, na którym
tylko wyrosnąć i rozkwitnąć one mogą? Co to za okropny stan współistnienia
z obywatelami, którzy, nie licząc się z sumieniem i Bogiem,
kierują się w stosunkach wzajemnych oszustwem, podstępem, wyzyskiem i siłą
brutalną pod hasłem: „kto mocniejszy, ten lepszy”? Nie przesadził św. Augustyn,
gdy państwo bez Boga nazwał „gromadą złoczyńców”.
A jak przedstawia się stosunek podwładnych do władzy państwowej? Wielki
Apostoł Narodów często upomina wiernych: „Bądźcie posłuszni przełożonym waszym
i bądźcie im poddani” (Hbr 13, 17). Zachęca tym samym do posłuszeństwa
władzy, choć sprawujący ją za czasów apostolskich byli poganami. Ponadto tenże
św. Paweł poleca posłuszeństwo „nie na oko (…) jakoby się ludziom podobając,
ale z dobrą wolą służąc, jako Panu, a nie ludziom” (Ef 6, 6-7), „w
szczerości serca, Boga się bojąc” (Kol 3, 22), „nie tylko dla gniewu, ale też
dla sumienia” (Rz 13, 5). Bo podstawą posłuszeństwa władzy jest jej pochodzenie
od Boga: „Nie masz zwierzchności, jak tylko od Boga” (Rz 13, 1), bo sprawujący
władzę w każdej społeczności wykonuje ją jakby w zastępstwie Boga. Czyż
podobne posłuszeństwo, oparte o sumienie, z wiarą i pamięcią o Bogu,
może istnieć w państwie, które wykreśliło Go ze wszystkich swych
instytucji publicznych, a ustawy swe obwarowało nie siłą wyższą, moralną,
lecz tylko policją? Toteż podwładni słuchać będą tylko „na oko”, zabiegając, by
ich nie wykryła policja, nie dosięgło więzienie lub kara pieniężna. Będzie to
tak zwana legalność, poprawność na zewnątrz, służalczość niewolnika, co tylko
lęka się bata. Podwładny nie może czuć się zobowiązany w sumieniu do
posłuszeństwa, gdyż władza bezreligijna odebrała mu wiarę w Boga, którego
głosem jest sumienie, bo nawet nie odwołuje się do jego poczucia wewnętrznego.
A ponieważ nawet najsilniejsza władza nie jest w stanie objąć swą strażą
wszystkich obywateli i, choćby najczujniejszym okiem policyjnym, ogarnąć każdej
czynności podwładnych, stąd porządek prawny w państwie bez Boga chwiać się
pocznie i w ogólności stale będzie zagrożony.
* * *
Smutkiem i lękiem napawać musi każdego, w kim choć iskra
szlachetnej, ofiarnej miłości Ojczyzny płonie, orzeczenie Chrystusa Pana:
„Wszelkie królestwo, rozdzielone przeciwko sobie, będzie spustoszone”. Obraz,
wyżej nakreślony, obraz państwa bez Boga, przekonać nas powinien i utwierdzić
w słuszności zdania Chrystusowego. Gdy Bóg zostanie wyłączny z życia
publicznego, zabraknie państwu duszy je ożywiającej. Wówczas władza kierować
będzie podwładnymi, tak jak kieruje się różnymi sprężynami jakiejś maszyny. Niepodobna
jednak ujarzmić wolnej woli człowieka i zamienić
go całkowicie w sprężynę mechaniczną. Nad wolą człowieka jeden tylko Bóg
panuje, nie zaś władza państwowa, choćby najsilniejsza, choćby przyznawała
sobie „wszechmoc”. Widzieliśmy w jakim kierunku ta wola podwładnego
pójdzie w państwie bezreligijnym. Nastanie rozkład państwa, które nie
zdoła istnieć bez zdrowej i silnej rodziny, bez poszanowania i posłuchu
dla władzy, bez poczucia obowiązku, bez wierności i uczciwości, bez
miłości Ojczyzny: „Królestwo, rozdzielone przeciwko sobie, będzie spustoszone”.
Wzorem więc ukochanego Mistrza naszego, co płakał nad przyszłym
zburzeniem Jerozolimy, gorąco miłując swą Ojczyznę i odrodzone państwo
polskie, usiłujmy swym wpływem w życiu prywatnym i publicznym
zapewniać mu charakter religijny. Niech Boża pieczęć wyciśnie się na władzy i ustawach
państwa naszego oraz na posłuszeństwie naszym. A Ty, Panie, w którego
rękach są losy narodów i państw, pobłogosław naszemu, przez Ciebie do
życia wskrzeszonemu, a tak nam drogiemu państwu polskiemu. Wyznajemy z wiarą
głęboką: „Twoja jest, Panie, wielmożność i moc (…) i Tobie chwała, bo
(…) Twoje, Panie, królestwo i Ty panujesz nad wszystkimi” (1 Krn 29,
11-12).
kazanie ks. Antoniego Borowskiego, docenta UW, pt. Państwo
bez Boga
[w:] Akcja Katolicka. Zbiór kazań
wydanych z polecenia J. Em. ks. kardynała-prymasa Hlonda,
Księgarnia św. Wojciecha Poznań-Warszawa-Wilno-Lublin [1928], s.
189-201.
(pisownię uwspółcześniono)