trzecizakonfsspx.blogspot.com jest stroną Trzeciego Zakonu Bractwa Kapłańskiego świętego Piusa X w Polsce.
Znajdują się na niej najważniejsze informacje z życia naszej Duchowej Rodziny, intencje modlitewne oraz listy Duchowego Ojca, rozważania, biuletyny i wykłady. Intencje modlitewne obowiązują od każdego pierwszego dnia miesiąca.

czwartek, 30 lipca 2015

Rozważanie na miesiąc SIERPIEŃ





Państwo bez Boga

„Królestwo, rozdzielone przeciwko sobie, będzie spustoszone” (Mt 12, 25)

Człowiek – takie jest zrządzenie Opatrzności Bożej – „rodzi się dla łączenia się i jednoczenia z ludźmi” (enc. Immortale Dei). Ta dążność wrodzona zaczyna się od założenia rodziny. Aby jednak człowiek mógł „otrzymać zupełne zaopatrzenie życia” (tamże), wiele rodzin musi się zespolić w państwo. Jego powstanie jest jakby zakończeniem wrodzonej potrzeby człowieka do łączenia się z innymi. Sprawcą takich dążeń społecznych jest sam Bóg. I doprawdy piękny jest obraz państwa, które, pochodząc od Boga, przeprowadza swój cel i zapewnia podwładnym dobrobyt z myślą o Bogu. W takim państwie sprawujący władzę uważa się za narzędzie Opatrzności Bożej w stosunku do podwładnych; prawa przezeń wydane, noszą na sobie pieczęć sprawiedliwości, która „wywyższa naród” (Prz 14, 34); podwładni zaś wyrażają posłuch chętny dla władzy i prawa. W takim państwie „sprawiedliwość i pokój pocałowały się” (Ps 84, 11). Ja jednak teraz inny, smutniejszy obraz mam nakreślić, obraz „królestwa, rozdzielonego przeciwko sobie”, państwa rozdartego, bo bez przewodniej myśli o Bogu. Rozważmy więc po pierwsze, jaką jest władza w państwie bez Boga i jakie są jej prawa, oraz po drugie, jakimi są w takim państwie podwładni.


1. „Żadna społeczność, a więc i państwo, nie może istnieć, jeśli ktoś nie przewodniczy wszystkim jej członkom, nakłaniając skutecznie każdego ku dążeniu do celu wspólnego. Stąd wynika, że społecznościom ludzkim jest nieodzownie potrzebna władza nimi rządząca” (enc. Immortale Dei). Forma rządów może być różnoraka: królewska, arystokratyczna czy demokratyczna; do każdej jednak władzy prawowitej stosują się słowa św. Pawła: „Nie masz zwierzchności jak tylko od Boga, a te które są, od Boga są postanowione” (Rz 13, 1). Na władzy więc państwowej niejako pieczęć Boża została wyryta na znak, że ją wykonywać należy w imieniu Pana narodów i państw. Sprawujący ją są tylko szafarzami mocy, z wysoka użyczonej, włodarzami ewangelicznymi, co kiedyś zdadzą rachunek ze swych rządów nad ludem im powierzonym. Ta wzniosła myśl o odpowiedzialności trzyma władców w granicach przykazań Bożych i chroni ich od nadużyć.

Niestety, na miejsce takiego zdrowego, chrześcijańskiego poglądu na pochodzenie władzy państwowej i jej granic, w czasach nowoczesnych sformułowano zasadę błędną, że państwo nie ma nad sobą żadnego Pana, że jest bezbożne, bezreligijne: „Ono samo jest dla siebie źródłem wszelkiej władzy, a więc ono posiada władzę bez granic” (Syllabus Piusa IX,  8.12.1864, nr 39). Jest to tak zwana nauka o wszechmocy państwa. Pierwszy raz ogłosił ją Filip Piękny, król Francji, będący w sporze z papieżem Bonifacym VIII: „Doczesny rząd mego królestwa do mnie tylko należy: w tej sprawie nie uznaję żadnego zwierzchnika, nigdy nie poddam się nikomu”. Odnawiając pogańska naukę, która w epoce cesarstwa rzymskiego niejako ubóstwiła władzę państwową, Filip V ogłosił w świecie chrześcijańskim po raz pierwszy rozdział polityki i moralności. Władza królewska ma być bez granic: król jest ponad prawem (Kurth, Kościół w okresach przełomowych historii, tłum. ks. Szymański, s. 84-85). Nastaną później, głównie w naszych czasach, rządy demokratyczne i powtórzą w sposób bardziej jeszcze skrajny zasadę tego króla, zasadę przeciwną nauce Chrystusowej Kościoła katolickiego: „Władzy państwowej wszystko wolno czynić, co tylko sprzyja potędze państwa, bez żadnego oglądania się na Boga, religię”. I w rzeczy samej, w państwie bez Boga nie uznaje się za prawdziwą żadnej religii, a więc również i Chrystusowej religii katolickiej: wszystkie mają być jednakowej wartości, do wszystkich wyznań najróżnorodniejszych takie państwo odnosi się z obojętnością zupełną lub lekceważeniem a nawet z niechęcią wroga. Niekiedy (co najwyżej) „wszechmocne” państwo wytworzy sobie jakiegoś „swego narodowego, państwowego Boga” i pocznie ścigać, prześladować religię, przede wszystkim katolicką, która nie chce zamienić Ojca wszystkich ludzi na „boga” narodowego, państwowego. Tak było w ciągu trzech pierwszych wieków okrutnego prześladowania chrześcijan za Nerona i innych cesarzy rzymskich. Tak było przed niewielu laty na ziemiach naszych pod panowaniem carów moskiewskich, oraz Wilhelma pruskiego za sprawą Bismarcka. Tak jest z nienawiści w ogóle do religii, zwłaszcza katolickiej w krwią ociekających krajach bolszewickich: Rosji i Meksyku.

Wszechmoc swą wyznając, państwo bez Boga podda swej władzy inne, od Boga pochodzące społeczności: Kościół i rodzinę. Nie licząc się więc z tymi prawami, które Chrystus Pan nadał Kościołowi, władza najwyższa w takim państwie sama pocznie określać granice władzy kościelnej. Pan Jezus rozkazał apostołom i ich następcom, biskupom i kapłanom: „Nauczajcie wszystkie narody! (Mt 28, 19). Państwo zaś bez Boga, w imię źle pojętej wolności przekonań, zabroni pod karami surowymi nauczać dzieci zasad wiary i obyczajów przed pełnoletniością, nie tylko w szkołach publicznych i prywatnych, lecz nieraz nawet w obrębie świątyń. Wzorem swego Założyciela, którego życie całe było wysławianiem Ojca w niebiesiech, Kościół rozwinął przepiękną liturgię (śpiewy, muzykę kościelną, obrzędy, procesje itp.), byle by tylko jak najgodniej uczcić majestat nieskończony Pana nad pany. Niestety, w państwie bez Boga nie wolno Kościołowi wyjść poza mury świątynne i publicznie wykonywać obrzędów religijnych, a nawet samą świątynię odbiera się Kościołowi i przeznacza na cele niereligijne: teatr, muzeum itp. Kościołowi tylko Pan Jezus powierzył szafowanie sakramentów św., by one były pomocą dla wiernych w drodze do żywota wiecznego. Tymczasem państwo bez Boga wyłączy z liczby siedmiu środków nadprzyrodzonych sakrament małżeństwa i nie pozwoli na błogosławienie przez kapłanów ślubów, albo w ogólności, albo przynajmniej przed zawarciem tak zwanego ślubu cywilnego. Pan Jezus przed wstąpieniem do nieba zostawił zastępcę w osobie św. Piotra i papieży oraz dał im władzę najwyższą nad całym Kościołem. Oni dopiero naznaczają biskupów prawowitych, którzy w zarządzie powierzoną im diecezją powinni porozumiewać się ze Stolicą Apostolską. Tymczasem władza świecka w państwie bez Boga i w tym czyni przeszkody: zabrania  kontaktów bezpośrednio z Ojcem św., a samym biskupom nie pozwala bez swej zgody ogłaszać wiernym zarządzeń pasterskich. Aby Kościół mógł skuteczniej spełniać swe posłannictwo, musi mieć prawo posiadania (świątyń, domów, pewnej ziemi itp.). Władza zaś w państwie bezreligijnym prawie zawsze zaczyna prześladowanie Kościoła od wyzucia go z wszelkiego mienia, czyli od tak zwanego upaństwowienia własności kościelnej. Smutne doprawdy i ohydnie niesprawiedliwe jest położenie Kościoła w państwie, w którym władza najwyższa odarła Boga z wszelkiej czci.

I druga doniosła społeczność, rodzina chrześcijańska dozna również skutków przerażających „opieki” władzy w państwie bezreligijnym. Rodzina katolicka dlatego jest tak silna i zdrowa, że powstała pod tchnieniem Chrystusowego sakramentu małżeństwa, który z kobiety i mężczyzny czyni „jedno”: „Będą dwoje w jednym ciele” (Rdz 2, 24). Ta jedność męża i żony oraz ich nierozerwalność do końca życia jest błogosławieństwem dla ich dzieci. Tymczasem, jak już nadmieniłem, państwo bez Boga podkopuje tę jedność, bo na miejsce sakramentu wprowadza śluby cywilne oraz (co gorsza!) legalizuje rozwody. Nie stawiając zaś tamy zachętom ohydnym do praktyk występnych w pożyciu małżeńskim, władza bezreligijna przyczynia się do coraz większego bezczeszczenia rodzin w państwie. Druzgocącą działalność posuwa ona dalej, skoro na rodziców nakłada przymus posyłania dzieci i młodzieży do szkół państwowych, w których nie tylko nic o Bogu nie usłyszą, lecz nadto wcześnie nauczą się drwić, szydzić z świętości najwyższych.

Aby istnieć, państwo bez Boga wydaje ustawy, prawa, które mają kierować życiem poddanych oraz zapewnić ład i spokój publiczny. Czyż jednak zarządzenia w takim państwie mogą nosić miano ustawy, posiadającej przymiot najgłówniejszy – sprawiedliwość? Przecież każdego prawa, noszącego słusznie to wzniosłe miano, ostateczną podstawą jest wola Boża. Papież Pius IX potępił zdanie, iż „nie ma najmniejszej potrzeby, aby ustawy ludzkie były zastosowane do zakonu przyrodzonego, albo moc obowiązującą od Boga odbierały” (Syllabus Piusa IX, 8.12.1864, nr 56). Prawo wypływa wprawdzie z rozumu zwierzchnika, który ma rozważyć, czy zarządzenie będzie ku dobru państwa. Jednak rozum najwyższego nawet zwierzchnika, zawsze tylko ludzki, powinien wesprzeć się na rozumie Bożym i z nim się uzgodnić, by zarządzenie było w rzeczy samej prawowite i mogło nazywać się prawem. Tymczasem (niestety!) władza w państwie bez Boga uznaje sam rozum ludzki, bez żadnego baczenia na Pana Boga, za jedynego sędziego w tym, co jest prawdą, a co fałszem; co jest dobrem, a co złem. Ów ludzki rozum ma rzekomo sam jeden wystarczać do wydawania ustaw dla dobra poddanych. „Przepisy państwowe, tak głoszą bluźnierczo, nie potrzebują sankcji Boskiej” (tamże). Czy w ten sposób wydane i ogłoszone ustawy mogą obowiązywać w sumieniu? I w rzeczy samej, ustawodawca w państwie bez Boga nie troszczy się bardzo o sumienie, wydaje prawa tak zwane karne, którym skuteczność zapewnić mają wysokie grzywny pieniężne, więzienie i inne środki policyjne. Siła fizyczna, policja ma być podwaliną takiego państwa, ma wymuszać posłuszeństwo dla praw i zarządzeń władzy. Mówi się wprawdzie o moralności tak zwanej świeckiej, lecz ona, bez oparcia się o religię, bez zadzierzgnięcia jak najściślejszych węzłów z wiarą w Boga i odpowiedzialność w życiu pozagrobowym, będzie tylko wyrazem, dźwiękiem pustym, bez znaczenia, bez wpływu na wyrobienie wśród podwładnych cnót obywatelskich. Dobrze to uchwycił wielki święty i uczony chrześcijański, św. Augustyn, który zapytuje: „Po usunięciu sprawiedliwości [Bożej] czym są państwa, jeśli nie gromadą wielką złoczyńców?” (De civit. Dei, 1. IV, c. 4).

2. Zdanie św. Augustyna o państwie bez Boga przepełnia zgrozą każdego obywatela zdrowo myślącego, który przecież z samego prawa przyrodzonego jest przeznaczony do współistnienia z innymi. To pewne, że religijność odezwie się w niejednym sercu, które – jak tenże wielki ojciec Kościoła doskonale pojmował – samo przez się do Boga się wyrywa: „Stworzyłeś nas, Panie, dla siebie, i nieukojone zostaje serce nasze, póki nie dojdzie do Ciebie” (Wyznania). Zapytać jednak godzi się, jakimi mogą stać się podwładni w państwie, gdzie władza nie ogląda się zupełnie na Boga? Jaki wpływ ona może mieć na stan moralności obywateli?

Kiedy Pan Bóg ogłaszał podstawy życia moralnego, zawarte w dziesięciorgu przykazań, miał na uwadze wszystkich ludzi, zarówno tych, co dzierżą władzę w państwie, jak i tych, co jej słuchać mają. Błędem więc jest stawianie różnicy między moralnością osób prywatnych i publicznych, tak jakby sprawujący władzę stał ponad zakonem moralnym; tak jakby wolno mu było deptać i gwałcić prawa Boże i kościelne. Nie ma podwójnej moralności: jednej dla osób rządzących państwem, a drugiej dla osób podwładnych. Bezcześcić Imię Boże, kraść, zabijać, kłamać itp. nie wolno nikomu, ani władzy, ani obywatelom w państwie. Błąd ten jest zgubny dla państwa, bo przykład władców, którzy nie liczą się z Bogiem, Jego nakazami i zakazami, oddziałuje i pociąga do naśladownictwa. Bezreligijne państwo może wychować tylko niereligijnych i niemoralnych poddanych.

Jakże poddany ma się liczyć z Bogiem i kształtować swe sumienie z myślą o Nim, gdy władza państwowa jest przesiąknięta bezbożnością? Jakże ma on postępować z pobudek nadprzyrodzonych, kiedy władze państwowe opierają się wyłącznie na naturalizmie wykluczającym wszelką nadprzyrodzoność? Czy wśród podwładnych mogą rozwinąć się takie cnoty obywatelskie jak: wierność, sumienność, prawość, uczciwość oraz, zawsze tak cenna miłość Ojczyzny, gdy im odbiera się Boga, a więc grunt, na którym tylko wyrosnąć i rozkwitnąć one mogą? Co to za okropny stan współistnienia z obywatelami, którzy, nie licząc się z sumieniem i  Bogiem, kierują się w stosunkach wzajemnych oszustwem, podstępem, wyzyskiem i siłą brutalną pod hasłem: „kto mocniejszy, ten lepszy”? Nie przesadził św. Augustyn, gdy państwo bez Boga nazwał „gromadą złoczyńców”.

A jak przedstawia się stosunek podwładnych do władzy państwowej? Wielki Apostoł Narodów często upomina wiernych: „Bądźcie posłuszni przełożonym waszym i bądźcie im poddani” (Hbr 13, 17). Zachęca tym samym do posłuszeństwa władzy, choć sprawujący ją za czasów apostolskich byli poganami. Ponadto tenże św. Paweł poleca posłuszeństwo „nie na oko (…) jakoby się ludziom podobając, ale z dobrą wolą służąc, jako Panu, a nie ludziom” (Ef 6, 6-7), „w szczerości serca, Boga się bojąc” (Kol 3, 22), „nie tylko dla gniewu, ale też dla sumienia” (Rz 13, 5). Bo podstawą posłuszeństwa władzy jest jej pochodzenie od Boga: „Nie masz zwierzchności, jak tylko od Boga” (Rz 13, 1), bo sprawujący władzę w każdej społeczności wykonuje ją jakby w zastępstwie Boga. Czyż podobne posłuszeństwo, oparte o sumienie, z wiarą i pamięcią o Bogu, może istnieć w państwie, które wykreśliło Go ze wszystkich swych instytucji publicznych, a ustawy swe obwarowało nie siłą wyższą, moralną, lecz tylko policją? Toteż podwładni słuchać będą tylko „na oko”, zabiegając, by ich nie wykryła policja, nie dosięgło więzienie lub kara pieniężna. Będzie to tak zwana legalność, poprawność na zewnątrz, służalczość niewolnika, co tylko lęka się bata. Podwładny nie może czuć się zobowiązany w sumieniu do posłuszeństwa, gdyż władza bezreligijna odebrała mu wiarę w Boga, którego głosem jest sumienie, bo nawet nie odwołuje się do jego poczucia wewnętrznego. A ponieważ nawet najsilniejsza władza nie jest w stanie objąć swą strażą wszystkich obywateli i, choćby najczujniejszym okiem policyjnym, ogarnąć każdej czynności podwładnych, stąd porządek prawny w państwie bez Boga chwiać się pocznie i w ogólności stale będzie zagrożony.

* * *
Smutkiem i lękiem napawać musi każdego, w kim choć iskra szlachetnej, ofiarnej miłości Ojczyzny płonie, orzeczenie Chrystusa Pana: „Wszelkie królestwo, rozdzielone przeciwko sobie, będzie spustoszone”. Obraz, wyżej nakreślony, obraz państwa bez Boga, przekonać nas powinien i utwierdzić w słuszności zdania Chrystusowego. Gdy Bóg zostanie wyłączny z życia publicznego, zabraknie państwu duszy je ożywiającej. Wówczas władza kierować będzie podwładnymi, tak jak kieruje się różnymi sprężynami jakiejś maszyny. Niepodobna jednak  ujarzmić wolnej woli człowieka i zamienić go całkowicie w sprężynę mechaniczną. Nad wolą człowieka jeden tylko Bóg panuje, nie zaś władza państwowa, choćby najsilniejsza, choćby przyznawała sobie „wszechmoc”. Widzieliśmy w jakim kierunku ta wola podwładnego pójdzie w państwie bezreligijnym. Nastanie rozkład państwa, które nie zdoła istnieć bez zdrowej i silnej rodziny, bez poszanowania i posłuchu dla władzy, bez poczucia obowiązku, bez wierności i uczciwości, bez miłości Ojczyzny: „Królestwo, rozdzielone przeciwko sobie, będzie spustoszone”.

Wzorem więc ukochanego Mistrza naszego, co płakał nad przyszłym zburzeniem Jerozolimy, gorąco miłując swą Ojczyznę i odrodzone państwo polskie, usiłujmy swym wpływem w życiu prywatnym i publicznym zapewniać mu charakter religijny. Niech Boża pieczęć wyciśnie się na władzy i ustawach państwa naszego oraz na posłuszeństwie naszym. A Ty, Panie, w którego rękach są losy narodów i państw, pobłogosław naszemu, przez Ciebie do życia wskrzeszonemu, a tak nam drogiemu państwu polskiemu. Wyznajemy z wiarą głęboką: „Twoja jest, Panie, wielmożność i moc (…) i Tobie chwała, bo (…) Twoje, Panie, królestwo i Ty panujesz nad wszystkimi” (1 Krn 29, 11-12).
kazanie ks. Antoniego Borowskiego, docenta  UW,  pt. Państwo bez Boga
[w:] Akcja Katolicka. Zbiór kazań wydanych z polecenia J. Em. ks. kardynała-prymasa Hlonda,
Księgarnia św. Wojciecha Poznań-Warszawa-Wilno-Lublin [1928], s. 189-201.
(pisownię uwspółcześniono)