trzecizakonfsspx.blogspot.com jest stroną Trzeciego Zakonu Bractwa Kapłańskiego świętego Piusa X w Polsce.
Znajdują się na niej najważniejsze informacje z życia naszej Duchowej Rodziny, intencje modlitewne oraz listy Duchowego Ojca, rozważania, biuletyny i wykłady. Intencje modlitewne obowiązują od każdego pierwszego dnia miesiąca.

wtorek, 2 czerwca 2026

LEKTURA DLA CZŁONKÓW III ZAKONU NA CZERWIEC 2026 R.

 

BUDUJĄCA TROSKA JEDNOSTKI O TO BY BÓG BYŁ NA MIEJSCU PIERWSZYM I ODWROTNA POSTAWA ELIT 


Jest rok 1927, jeszcze nie skończyła się żałoba po zabitych w walkach bratobójczych stoczonych w maju roku ubiegłego, najwyżsi urzędnicy państwowi zgadzają się  na usunięcie krzyża z korony Orła w godle państwowym. Laicyzacja triumfuje. Inspiratorem jest środowisko wolnomularskie. Sprawujące władzę elity polityczne problemu nie widzą. Po wojnie dla komunistów to było za mało. Usunęli z głowy Orła także i samą koronę. Wróciła w 1989 r., ale już bez krzyża. I ten smutny stan trwa do dnia dzisiejszego. Nikt z decydentów nie widzi problemu. Ktoś czuwa nad tym, by laicyzacja nie oddała raz dobytych szańców; by w żadnym fragmencie życia publicznego nie zostało zamanifestowane społeczne panowanie Chrystusa Króla. Nawet w godłach państwowych liberalnych i protestanckich, by nie powiedzieć wprost neopogańskich, monarchii skandynawskich są na koronach krzyże, tymczasem nasze jest pozbawione wszelkich chrześcijańskich symboli.

Trwa II wojna światowa, jest 24 lutego 1942 r., rzecz dzieje się w północnym Londynie, w kościele pw. MB Częstochowskiej i św. Kazimierza przy Devonia Road 2, rozpoczyna się Msza św. w intencji owocnych obrad emigracyjnej Rady Narodowej (parlamentu polskiego na Obczyźnie), do świątyni wchodzą polscy dygnitarze państwowi, wchodzi także ks. Stanisław Bełch, kapłan pracujący wśród polskich emigrantów cywilnych i wojskowych. Oto spostrzeżenie ks. Bełcha:

24 II 1942 [r.] Kościół polski. Nabożeństwo na otwarcie Rady Narodowej. Przed nabożeństwem – na ołtarzu symbole wiary nikną wobec symbolów państwa. Matka Boska Częstochowska Królowa Korony Polskiej, nad Nią orzeł polski ze srebra jako wotum Prezydenta RP, pod  obrazem szabla – dar gen. Sikorskiego (cena siedem funtów) kupiona w antykwarni. Obie chorągwie przy ołtarzu schowały emblematy świętych, a świecą orłami. Przed krzesłem Prezydenta RP (w prezbiterium) orzeł, za krzesłem Prezydenta wielki orzeł. Jak gdyby Bóg ustąpił miejsca państwu” (ks. Stanisław Bełch, Dzienniczek (1942-1943), IPN Rzeszów-Warszawa 2025, s. 56).

Tymczasem św. Augustyn nauczał: „Gdy Bóg jest na pierwszym miejscu, wtedy wszystko jest na miejscu właściwym”. Być może tak wiele pracy i walk Polaków w dziejach nie przynosiło spodziewanych efektów ponieważ nie broniliśmy społecznego panowania Chrystusa Króla z wystarczającą determinacją. Inne sprawy były dla nas ważniejsze...   


czwartek, 7 maja 2026

 LEKTURA DLA CZŁONKÓW III ZAKONU NA MAJ 2026 R.

 

TAJEMNICA JEZUSA CHRYSTUSA


Jedynie rozmiłowanie w rozważaniu całego życia Zbawiciela pozwoli nam lepiej zrozumieć wielką tajemnicę, jaką jest Chrystus Pan i która łączy w Nim trzy wielkie tajemnice: Trójcy, wcielenia i odkupienia. Credo stanowi życiodajny pokarm duchowy. Nie szukajmy trudnych i skomplikowanych tematów do medytacji, samo Credo oferuje nam je w wielkiej obfitości i wprowadza nas w wielkie tajemnice, które mają być naszym pocieszeniem na ziemi oraz naszą radością niebie. (...)
Jest zatem bardzo ważne, aby znać dobrze prawdy wyrażane przez te trzy wyznania wiary [Skład apostolski, Credo nicejskie i Wyznanie wiary św. Atanazego] i zgodnie z nimi żyć. Za każdym razem, gdy odmawiamy lub śpiewamy Credo, powinniśmy pamiętać, że słowa, które wypowiadamy, wyrażają wszystko, w co musimy wierzyć i co powinniśmy kochać. Odnoszą się one do tego, co najważniejsze i najcenniejsze w naszym doczesnym życiu, ponieważ wyrażają wszystko, co nasz Pan, co Bóg uczynił z miłości do nas. Tym właśnie jest w istocie Credo: wspaniałym opisem miłości Boga do nas, pieśnią Bożej miłości.
Sic nos amentem quis non redameret, śpiewamy w Adeste fideles w święto Narodzenia Pańskiego, powtarzając za św. Augustynem: „Tak nas kochającego, któż nie pokocha z równą miłością?”.

Za każdym razem, gdy recytujemy lub śpiewamy Credo, pamiętajmy o tym powołaniu do miłości, jaką powinniśmy darzyć Boga. Starajmy się pamiętać o tym, aby zawsze kierować się prawdziwą miłością do Boga, dziękować Mu i czynić wszystko co w naszej  mocy, aby Jego miłość do nas nie okazała się daremna.

Na myśl o tym, że wszystko, co uczynił Chrystus Pan, wszystko, co uczynił dla nas Bóg, mogłoby pójść na marne i że na Jego miłość nie było [z naszej strony tak często] żadnej odpowiedzi, ogarnia przerażenie. Rozważając to możemy zrozumieć, że sprawiedliwość Boża dopuszcza i wymaga, aby ci, którzy tę miłość odrzucają, zostali jej pozbawieni na całą wieczność. To straszna perspektywa, z którą Pan Bóg nie może nic zrobić, ponieważ to sam człowiek zamyka drzwi przed Bożą miłością, odmawia uznania naszego Pana, Jezusa Chrystusa, Boga, Stwórcy wszechrzeczy, zamykając się w swym egoizmie i pysze, odrzucając wszelkie światło.

Jak pisze św. Jan: „A światłość w ciemnościach świeci, a ciemności jej nie ogarnęły” (J 1, 5). „Bóg przyszedł do swej własności, a swoi Go odrzucili; poza tymi, którym dobry Bóg dał łaskę, aby stali się dziećmi Bożymi” (por. J 1, 11-12).  


(abp Marcel Lefebvre, Tajemnica Jezusa Chrystusa, Wyd. Te Deum Warszawa       2025, ss. 38 i 46)

 

 

piątek, 10 kwietnia 2026

 LEKTURA DLA CZŁONKÓW III ZAKONU NA KWIECIEŃ 2026 R.

 

Z WYZNAŃ ŚW. AUGUSTYNA (VIII, 6)


W jaki sposób wyzwoliłeś mnie z więzów zmysłowego pożądania, które mnie najmocniej krępowały, jak też z wysługiwania się sprawom doczesnym, teraz opowiem. I uwielbię za to imię Twoje, Panie, Wspomożycielu mój i Odkupicielu. Życie moje [w Mediolanie] toczyło się na pozór bez zmian, ale coraz bardziej wzmagał się we mnie niepokój i codziennie z tęsknoty wzdychałem ku Tobie. Ilekroć miałem chwilę wolną od przytłaczających mnie zajęć, odwiedzałem Twój kościół. Towarzyszył mi Alipiusz, uwolniony teraz od obowiązków prawniczych po trzecim okresie sprawowania urzędu asesora. (…) Pewnego dnia, kiedy Nebrydiusza – już nie pamiętam, z jakiej  przyczyny – nie było z nami, odwiedził mnie i Alipiusza w naszym domu niejaki Pontycjan. Był to Afrykańczyk, a więc nasz ziomek; piastował wysokie stanowisko na dworze cesarskim. Miał on do nas jakąś sprawę. Siedliśmy więc i rozmawialiśmy. Nagle Pontycjan zauważył na stojącym w pobliżu stole, przeznaczonym do gier, książkę. Wziął ją w ręce, otworzył i ze zdziwieniem stwierdził, że to apostoł Paweł. Afrykańczyk spodziewał się raczej jakiejś książki związanej z tą oratorską profesją, która mnie wyniszczała. Uśmiechnął się i patrząc mi głęboko w oczy, powiedział, jak bardzo się cieszy, że tu, najbliżej mnie, znalazł tę właśnie, i tylko tę, książkę. Okazało się, że był to chrześcijanin, wierny Twój sługa, który często przed Tobą, naszym Bogiem, klękał w kościele, modląc się długo i żarliwie. Kiedy mu powiedziałem, że bardzo dokładnie studiuję pisma apostoła Pawła, zaczął mi opowiadać o mnichu Antonim z Egiptu. Słudzy Twoi niezmiernie czcili imię tego męża; ale nam było ono dotychczas nie znane. Zaskoczony, że nic o nim nie wiemy, Pontycjan szczegółowo nam opowiadał o Antonim, abyśmy wreszcie  poznali postać tego wielkiego człowieka. Nie mógł się nadziwić, że nigdy przedtem o nim nie słyszeliśmy.

My zaś zdumiewaliśmy się tym, że oto tak niedawno, właściwie w naszych czasach, dokonałeś, Panie, tak wielkich cudów – w siedzibie prawdziwej wiary, w katolickim Kościele. Wszyscy więc byliśmy zdziwieni: my – że to były rzeczy tak wspaniałe; on – żeśmy dotąd o nich nie słyszeli. Następnie zaczął Pontycjan opowiadać o wspólnotach zakonników żyjących w klasztorach, o ich obyczajach tchnących Twoją słodyczą, jak też o płodnych pustyniach, krainach pustelników; o tym też nie wiedzieliśmy dotychczas nic a nic. Nie wiedzieliśmy nawet tego, że tuż, w Mediolanie, za murami miasta znajdował się klasztor pełen dobrych braci, pozostający pod pieczą Ambrożego. Pontycjan opowiadał i opowiadał, a my siedzieliśmy bez słowa, zasłuchani. W jakimś momencie zaczął mówić o swoim pobycie, razem z trzema towarzyszami, w Trewirze. Pewnego popołudnia, kiedy cesarz przypatrywał się igrzyskom w cyrku, oni wyszli na przechadzkę po ogrodach przylegających do murów miejskich. Podzielili się na dwie grupy: Pontycjan szedł z jednym towarzyszem, a osobno szli dwaj inni. W właśnie wtedy druga z tych par natrafiła na dom, w którym mieszkali Twoi słudzy ubodzy w duchu, tacy, których jest królestwo niebieskie. I znaleźli tam książkę z opisem życia Antoniego.

Jeden z nich zaczął czytać i stopniowo budził się w nim coraz większy podziw, coraz głębsze wzruszenie. Zanim przestał czytać, już myślał o tym, żeby wybrać takie życie i porzuciwszy doczesną służbę zaciągnąć się pod Twój znak; a byli oni tak zwanymi agentes in rebus [funkcjonariuszami tajnej policji cesarskiej]. Ogarnęła go tęsknota do świętości. Jego dotychczasowe życie budziło w nim wstyd i gniew. Podniósł oczy znad książki i rzekł do przyjaciela: „Słuchaj, co my właściwie chcemy osiągnąć wszystkimi naszymi staraniami? Czego szukamy? W jakim celu pełnimy naszą służbę? Czyż możemy spodziewać się w pałacu czegokolwiek ponadto, że otrzymamy tytuł przyjaciół cesarza? A czyż wtedy nasze położenie nie będzie nadzwyczaj niepewne i niebezpieczne? A przez ileż to innych niebezpieczeństw brnie się do tego większego zagrożenia? I jak długo trzeba będzie do tego dążyć? A przyjacielem Boga – jeśli tylko zechcę – w tej oto chwili się staję”.

Tak rzekł i znowu pochylił się nad książką, targany bólem rodzącego się w nim nowego życia. Czytał i wewnętrznie się przemieniał, co tylko Ty mogłeś dostrzec. Duch jego, jak miało niebawem się okazać, uwalniał się od świata. Kiedy czytał i kiedy serce łomotało mu w piersi, z której się wydzierały stłumione westchnienia, rozpoznawał lepsza drogę życia i podejmował postanowienie, że będzie po niej kroczył. Już należał do Ciebie! „Już oderwałem się od naszej dawnej nadziei – rzekł do przyjaciela – i postanowiłem służyć Bogu, a zaczynam to już teraz, w tej godzinie, w tym miejscu, gdzie jestem. Jeśli nie chcesz mnie naśladować, to przynajmniej mi nie przeszkadzaj!”. Lecz tamten rzekł, że owszem, zostanie razem z nim, bo taka służba jest zaszczytna i wielka za nią będzie nagroda. Obaj, należąc już do Ciebie, zbudowali wieżę kosztem odpowiednim – czyli kosztem porzucenia wszystkiego, co mieli, i pójścia za Tobą. Pontycjan zaś i towarzysz, który razem z nim się przechadzał w innej części ogrodu, szukając tamtych dwóch, wreszcie doszli do owego domu, a zobaczywszy kolegów, wezwali ich do powrotu, bo już zmierzch zapadał. Wtedy tamci opowiedzieli o swoim postanowieniu i zamiarach, jak też wyjaśnili, w jaki sposób ukształtowała się w nich i umocniła taka decyzja. Prosili towarzyszy, żeby jeśli sami się do nich nie przyłączą, im dali spokój – oni chcą tu zostać. Pontycjan i jego towarzysz wprawdzie nie zmienili sposobu życia, jednak byli – jak nam opowiadał – do łez poruszeni tym zdarzeniem.
Z wielką czcią wyrazili im swój podziw, polecili się ich modlitwom i – dźwigając serca ciążące ku ziemi – wrócili do pałacu. Tamci zaś, sercami przywarłszy do niebios, zostali w owym domu. Obaj ci ludzie mieli narzeczone. Gdy dowiedziały się o ich postanowieniu, one także ofiarowały swe dziewictwo Tobie. Wszystko to nam opowiadał Pontycjan. 
 

(św. Augustyn, Wyznania, Wyd. Znak, Kraków 2006, s. 205-209)