trzecizakonfsspx.blogspot.com jest stroną Trzeciego Zakonu Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X w Polsce.
Znajdują się na niej najważniejsze informacje z życia naszej Duchowej Rodziny, intencje modlitewne oraz listy Duchowego Ojca, rozważania, biuletyny i wykłady.

Intencje modlitewne obowiązują od każdego pierwszego dnia miesiąca (będą podawane kilka dni wcześniej),
rozważania na dany miesiąc będą zamieszczane ostatniego dnia miesiąca poprzedzającego.

wtorek, 4 sierpnia 2020

Rozważanie dla III Zakonu FSSPX na sierpień 2020 r.

KATOLICKIE SAKRAMENTY


Liturgia Kościoła katolickiego jest przeniknięta Chrystusem i Nim wypełniona. Jak każda modlitwa liturgiczna kończy się starochrześcijańskim zwrotem do Chrystusa: per Christum Dominum nostrum, tak też każda czynność liturgiczna począwszy od Mszy św., a skończywszy na ostatnim geście modlitewnym, zawiera wzmiankę o Chrystusie, jest „pamiątką” po Nim. Co więcej, liturgia Kościoła jest nie tylko dziecięcym wspomnieniem o Chrystusie, lecz także uczestniczeniem w Jezusie i Jego zbawczej mocy, a uczestniczenie to odbywa się przez widzialne tajemnicze znaki. Kult liturgiczny jest pokrzepiającym dotykiem rąbków Jego szaty, oswobadzającym sięganiem do Jego Ran Przenajświętszych. Liturgia Kościoła katolickiego ten ma właściwy głęboki cel, żeby błogosławieństwo, które spłynęło na świat z ofiary kalwaryjskiej Odkupiciela, jako rzeczywistość świętą, przejmującą i napełniającą całe życie chrześcijańskie, uobecnić, uczynić widzialnym i owocnym.


I tak w obrzędzie chrzcielnym człowiek wierzący „widzi” jak krew Jezusowej ofiary spływa do duszy człowieka, oczyszcza ją ze wszystkich zmaz winy grzechowej i napełnia ją świętymi siłami życiowymi samego Chrystusa, tak aby człowiek stał się kimś nowym, odrodzonym, człowiekiem dziecięctwa Bożego. W sakramentalnej czynności bierzmowania Jezus własnego „Pocieszyciela”, Ducha mocy i siły, odwagi i męstwa, a także pełnej Boga wiary, zsyła do budzącej się świadomości religijnej, tak aby z dziecka Bożego uczynić bojownika Bożego. W sakramencie pokuty Jezus, jako Zbawiciel odpuszczający grzechy, w skruszoną duszę wlewa pociechę słowem pokoju: „Idź, odpuszczone są grzechy twoje”. W sakramencie namaszczenia miłosierny Samarytanin, zbliżywszy się do łoża chorego, wlewa do zranionego serca nową ochotę do życia i ducha ofiary. W sakramencie małżeństwa Jezus miłość mężczyzny i niewiasty splata ze swoją własną głęboką miłością do tych, którzy są Jego; z miłością społeczeństwa i Kościoła, i wiąże ją ze swoją wiernością aż do śmierci. A we wkładaniu rąk przy święceniach kapłańskich Chrystus swoją własną władzę mesjaniczną, swoje pełnomocnictwo Wysłanego przez Ojca przenosi na powołanych przez siebie uczniów, aby przez nich nieustannie wskrzeszać z królestwa śmierci nowych ludzi, nowe dzieci Boże.


piątek, 17 lipca 2020

Rozważanie dla III Zakonu FSSPX na lipiec 2020 r.

OFIARA MSZY ŚWIĘTEJ

Już wyłożyliśmy jak to Kościół siedmioma sakramentami obejmuje całe życie człowieka i uświęca wszystkie jego szczyty i niziny. Duszę, rozradowaną w Bogu ubogaca bierzmowaniem i Eucharystią; duszę przygniecioną ciężarem grzechu – chrztem i spowiedzią; duszę jęczącą w jarzmie cierpienia i wstrząsaną bojaźnią śmierci – świętym olejów namaszczeniem. A także życie zbiorowe doznaje błogosławieństwa sakramentów. Zbiorowość społeczna przez sakrament małżeństwa, a religijna przez sakrament kapłaństwa. Katolickiemu kultowi sakramentalnemu dodaje religijno-moralnego znaczenia przede wszystkim realizm nauki o sakramentach. Katolik nie pojmuje sakramentu jako pustego symbolu czy znaku łaski, który skuteczność swoją zawdzięcza dopiero wierze tego, który go przyjmuje. Sakrament, będąc rzeczowym wyrazem woli Jezusowej do udzielania łaski, będąc po prostu znakiem Chrystusowym, przez obiektywne swoje dokonanie sprawia, że to, co święte, co boskie, zjawia się ot, tu i działa ot, w człowieku. Jest to jedna z głównych prawd katolickiej nauki o sakramentach. „Nie przez to sakrament działa, że się weń wierzy, lecz przez to, że się go sprawuje”. Przez sakramenty w ten sposób to, co jest boskie, staje się namacalną rzeczywistością, staje się walorem, który od teraz podpada pod zmysły.

Katolik zatem to, co jest święte, przeżywa bezpośrednio, tak bezpośrednio, jak dziecko przeżywa miłość własnej matki. W Ofierze Mszy świętej mamy nie tylko w symbolicznej formie przypomnienie Ofiary Chrystusa na krzyżu. Przeciwnie: Ofiara, która się w przeszłości dokonała na Golgocie staje się na ołtarzu obecną, teraźniejszą, jako bezpośrednia rzeczywistość, wyniesiona ponad miarę czasu. Przestrzeń i czas przestają podczas Przeistoczenia istnieć. Ten sam Jezus jest tutaj, który umarł na krzyżu. Cała społeczność chrześcijańska jednoczy się z Jego świętą wolą ofiary i przez obecnego tu Jezusa oddaje się Ojcu niebieskiemu jako ofiara żywa. Msza święta dzięki temu jest przejmującym przeżywaniem rzeczywistości, przeżyciem rzeczywistości Golgoty. A z ołtarza spływa na rozmodlonych wiernych rzeka skruchy i pokuty, miłości i nabożeństwa, ducha ofiary i bohaterstwa. Nie są to puste słowa. Tysiące katolików dzień w dzień z tego sakramentalnego uobecnienia Ofiary krzyżowej Jezusa czerpie moc, siłę i radość ku spełnianiu małych i wielkich ofiar szarzyzny codziennej. Tu, przed ołtarzem, wyrosły katolickie postacie świętych, owych bohaterów poświęcenia się dla Chrystusa i braci Jego.

Protestancki profesor teologii Fryderyk Niebergall w swej Teologii praktycznej tymi słowami zwrócił uwagę na tę wielką wartość Mszy świętej: „Nigdy nie zdołamy docenić należycie Mszy rzymskiej: jest ona duchowym mocarstwem życia religijnego”. Z kolei inny protestant Heiler żywo ubolewał, że tak zwani reformatorzy, choć chcieli odnowić wspólne nabożeństwa, „nie potrafili jednak rozniecić tego serdecznego i ciepłego życia modlitwy, do którego pobudza katolika liturgia mszalna”. „Długo, starannie i bez uprzedzeń – oto jego dalsze słowa – obserwowałem życie modlitwy w jednym i drugim kościele. Zawsze jednak odnosiłem wrażeni, że – z wyjątkiem ciasnych sekt i pewnych kółek – na nabożeństwie katolickim ludzie modlą się więcej pobożniej aniżeli na ewangelickim. Gdy się nad tym zastanawiam, wówczas ciągle przypomina mi się ciekawe zdanie Wellhausena, który powiedział, że «nabożeństwo ewangelickie w gruncie rzeczy jest katolickie, tylko że mu wycięto serce»”. Sercem, które mieli na myśli Wellhausen i Heiler jest katolickie przeżycie rzeczywistości w misterium; jest pewność, że tutaj bóstwo rzeczywiście i prawdziwie wchodzi w świat przestrzeni i czasu, i dotyka duszy”.

Żywiołowa potęga tego przeżycia rzeczywistości, jego moc oczyszczająca, pocieszająca i uszczęśliwiająca obok Mszy świętej przejawia się zwłaszcza w przyjmowaniu Eucharystii i odbywaniu spowiedzi. Katolik wierzący nie tylko spodziewa się i ufa, że Jezus przyjdzie do niego. Katolik wierzący wie, że Jezus jest tutaj obecny tak samo rzeczywiście i prawdziwie jak niegdyś był obecny w wieczerniku i nad jeziorem Genezaret. Ta świadomość obecności Chrystusowej wywołuje w nim cały szereg uczuć religijnych, począwszy od pokornego wyznania: „Panie, nie jestem godzien”, aż do pieśni: „Jezusa słodkie wspomnienie” – Jesu dulcis memoria. Komunia to żywe obcowanie z obecnym Jezusem i dlatego zachęca ona do Jego naśladowania i jest tego naśladowania szkołą. „Komunia – trafnie mówił Heiler – jest szczytem katolickiej pobożności. W niej katolickie życie modlitwy osiąga tę głębię ciepła i siły, którą zna tylko ten, kto jej sam doświadczył”. A ponieważ Jezus obecny jest nie tylko w momencie pożywania, lecz dopóty, dopóki trwają święte postacie – te widzialne środki poglądowe Jego obecności, przeto życie religijno-moralne katolika ma się od czego zapalać wciąż na nowo także poza właściwą liturgią, w każdym kościele, gdzie jest przechowywany Najświętszy Sakrament. To nie cichy blask lampki wiecznej, płonącej przed ołtarzem; to nie powaga obrazów świętych wiszacych na ścianach kościoła, ani tajemniczy półmrok wnętrz kościelnych i majestatyczna w nich cisza wywołują ów niewysłowiony czar pobożnego nastroju w katolickich domach Bożych. Te wszystkie rzeczy są może pomocne do nabożeństwa i do skupienia, ale nabożeństwo nasze zapala się od żywej wiary w obecność Pana Jezusa. Tu przed tabernakulum dusza katolika przeżywa najświętsze chwile, tu czerpie życie w jego najgłębszej, Bogiem ożywionej treści; tu milknie doczesność, tu przemawia wieczność. Temu, co mówił Heiler o synkretycznym charakterze katolicyzmu, rzekomo przeładowanego obcymi składnikami, najbardziej zadają kłam słowa, na które on sam zdobył się wcześniej: „Kto się przygląda rozmodlonym w kościołach katolickich tłumom i widzi je pogrążone w kontemplacyjnym skupieniu, ten musi przyznać, że w tym Kościele naprawdę żyje duch Boży (…) kto zaś w kościołach ewangelickich szuka czegoś podobnego, ten musi z bólem wyznać, że się one niczym podobnym poszczycić nie mogą”.

(styl nieco uwspółcześniono)

(źródło:
Karol Adam, Istota katolicyzmu, Księgarnia św. Wojciecha Poznań-Warszawa-Wilno-Lublin [1930], s. 276-280)

środa, 15 lipca 2020

Rozważanie dla III Zakonu FSSPX na czerwiec 2020 r.

PYCHA ŻYWOTA

Trzecia [po pożądliwości oczu (nieuporządkowanej miłości bogactw) i pożądliwości ciała (nieuporządkowanej miłości rozkoszy)] i ostatnia ze złych pożądliwości, które według Apostoła stanowią istotę wyklętego świata, to „pycha żywota”, czyli nieuporządkowane pragnienie zaszczytów. Rozwija się ona zupełnie naturalnie pod wpływem marnej sławy światowej, towarzyszącej zwykle bogactwom. Bogacz bowiem mile łechtany w swej próżności uwagą i szacunkiem, który mu świat pokazuje, łatwo sobie roi, żre mu się to należy, i tak nabiera przesadnego wyobrażenia o swym własnym znaczeniu. Zaczyna miłować samego siebie nad miarę, miłować aż do szaleństwa, kochać jedynie siebie. Uważa się za środek ciężkości, do którego wszystko winno zmierzać; za słońce, wokół którego wszystko winno krążyć; za cel, ku któremu wszystko winno być skierowane. Jest panem siebie, swym własnym bogiem, nieznoszącym poddaństwa ani zależności od swych bliźnich, a nawet od swego Stwórcy. Na tym właśnie polega „pycha żywota”, wprost lub pośrednio odpowiedzialna za wszystkie wielkie zbrodnie i wstrząsy, które zaburzają porządek moralny, ponieważ rozpala w sercu ludzkim wszystkie namiętności i prowadzi to serce do najdzikszych wybryków. Dlatego też mówi nam Duch Święty, iż „pycha jest początkiem każdego grzechu” (Ekkli 10, 15). A św. Ignacy poucza, że Lucyfer rozpoczyna zazwyczaj swe pokusy od rozdmuchiwania w duszy ludzkiej „rosnącej coraz bardziej pychy” za pomocą której „prowadzi zaślepionych do wszelkiego rodzaju występków”.

Człowiek, który pozwala pysze brać górę w swym sercu nie zadowala się nigdy stanowiskiem, jakie Rządca świata mu wyznaczył, ani czcią, do jakiej dają mu prawo jego zasługi. Usiłuje, jak zauważył św. Augustyn, upodobnić się do Boga, używając wszelako złego sposobu. Nie może znieść stanu, w którym podlegałby Bogu na równi z innymi bliźnimi. Pragnie zająć miejsce Boga jako ich pan. Kiedy znajduje się w położeniu, które zapewnia mu wyższość i władzę, daje innym odczuć pełny ciężar swego ramienia. Jest zarozumiały i żądny panowania. Nie poczuwa się do odpowiedzialności wobec nikogo wyższego od siebie. Gdy natomiast jest w położeniu niższości i zależności, jątrzy i oburza się na wszelkie ograniczenia. Jest zuchwały i nieufny względem swoich przełożonych. Nie uznaje innego prawa poza prawem większej siły.

„Pycha żywota” rodzi jako konieczne następstwo ustawiczne starcia między zwierzchnikami i podwładnymi. Ona domaga się wbrew poprawnemu porządkowi czci, wyróżnienia i niezależności, ucieka się do sposobów również niegodnych, by dopiąć swego celu. Dąży do wywyższenia i uwielbienia siebie, do poniżenia i skrzywdzenia drugich. Jej zamiar jest zawsze ten sam, tylko sposób działania zmienia się odpowiednio do czasu i okoliczności. Pycha sprawia, że człowiek wyolbrzymia swe roszczenia i próbuje realizować je za pomocą jednej z dwóch przeciwnych sobie krańcowości: albo despotyzmem i uciskiem innych, gdy zajmuje stanowisko przełożonego; albo anarchią i buntem, gdy jest w położeniu podwładnego. (…)

A oto mąż, który uważa siebie raczej za pana niż towarzysza swej małżonki. W swej zarozumiałości zapomina o tym, że ona została mu dana jako „pomoc jemu podobna” (Rdz 2, 18), by dzielić się z nim prawami i obowiązkami społeczności rodzinnej. Nie radzi się jej nigdy, ani nie dopuszcza do siebie myśli, że ona jest w stanie mu w czymkolwiek być pomocna. Jeśli jest z natury szorstki, to obchodzi się z nią jak z meblem1 domowym, którego się pozbywa lub który usuwa się do kąta, sprzykrzywszy je sobie. Jeśli jest łagodnego usposobienia, to czyni z niej zabawkę, gdy nic ciekawszego nie przyciąga jego uwagi. W każdym razie całe jego zachowanie zdradza wielkie o samym sobie mniemanie z jednoczesnym lekceważeniem towarzyszki życia. (...)
„Pycha żywota” pobudza żonę do oporu przeciw mężowi. Niewiasta przejęta duchem nowożytnym nie ma ochoty do zajmowania miejsca wyznaczonego sobie w gospodarstwie domowym. Daje w ten sposób jawny dowód głęboko zakorzenionej pychy. Niekiedy pozostaje samotna przez całe życie. I dzieje się tak nie z jakiejś konieczności, nie z powodu poświęcenia się jakiemuś zaszczytnemu powołaniu, którego nie można pogodzić z obowiązkami macierzyństwa; nie dlatego, że za radą św. Pawła, obrała tryb życia pozwalający jej „myśleć o tym, co Pańskie jest, bez przeszkody (…) aby była święta ciałem i duchem” (1 Kor 7, 34 i 35). Nie! Taka kobieta nie ceni rad ewangelicznych, zwłaszcza gdy miałyby się stać przedmiotem ślubu. Okiem politowania, jeśli nie lekceważenia2, spogląda na pokorną dziewicę, która poświęca się na służbę Bożą w ukryciu klasztornym. Nie chce być krępowana w dogadzaniu własnej woli i pragnie używać w całej pełni uciech świata. Najczęściej jednak wychodzi za mąż z wieloma zastrzeżeniami, które jednak ujawnia dopiero wtedy, kiedy jest już za późno. Biada małżonkowi! Biada domowi! Nie jest to owa „dzielna niewiasta”, o której Duch Święty mówi, iż „ufa w niej serce męża jej” i że „odda mu dobrem, a nie złem, po wszystkie dni żywota swojego”, podążając „ścieżkami domu swego” (Przyp 31). Taka niewiasta „silnego umysłu”, której duch niezależny i pyszny odrzuca samą myśl poświęcenia swego życia małżonkowi i uważa za rzecz niegodną siebie zajmować się osobiście sprawami gospodarstwa domowego.

(styl nieco uwspółcześniono)

(źródło:
ks. R.J. Meyer T.J.,
Świat w którym żyjemy, Wyd. Księży Jezuitów Kraków 1929, s. 259-263 i 267-268)
1W tłumaczeniu ks. H. Libińskiego użyto silniejszego określenia.
2W tłumaczeniu ks. H. Libińskiego użyto silniejszego określenia.