trzecizakonfsspx.blogspot.com jest stroną Trzeciego Zakonu Bractwa Kapłańskiego świętego Piusa X w Polsce.
Znajdują się na niej najważniejsze informacje z życia naszej Duchowej Rodziny, intencje modlitewne oraz listy Duchowego Ojca, rozważania, biuletyny i wykłady. Intencje modlitewne obowiązują od każdego pierwszego dnia miesiąca.

poniedziałek, 13 maja 2024

Rozważanie dla III Zakonu FSSPX w Polsce na maj 2024 r.

 

MARYJA A PRZYGNĘBIENIE

„Królowo Pokoju – módl się za nami”. To wezwanie włączył do Litanii loretańskiej po pierwszej wojnie światowej papież ówczesny, Benedykt XV. Nie czas teraz, by przypominać treść zewnętrzną, dziejową tego tytułu Maryi. Warto natomiast zwrócić uwagę na treść wewnętrzną, tak niezmiernie dziś  ważną dla niespokojnych, przygnębionych, zalęknionych serc tak wielu ludzi. A treścią wewnętrzną tytułu „Królowa Pokoju” jest sama dusza Matki Bożej, w której to duszy panował wiekuisty pokój; pokój o jakim śpiewali aniołowie nad stajenką betlejemską: „Pokój ludziom dobrej woli” i o jakim Pan Jezus mówił uczniom, żegnając się z nimi na ostatniej wieczerzy: „Pokój mój daję wam, pokój mój zostawiam wam, nie jako świat daje, ja wam daję”.

Ten pokój wewnętrzny, tę ciszę serca, tę pogodę i równowagę umysłu, trudno wielu ludziom dzisiaj zachować. Jesteśmy świadkami, choćby tylko pośrednimi, wielu konfliktów; raz po raz doświadczamy różnych zawodów, rozczarowań, a każdy nowy dzień wydaje się być często gorszy od tego, który właśnie mija. I nierzadko, jeśli już nie z ust, to z obolałych serc, wyrywają się ku niebu te słowa, które sam Zbawiciel wypowiedział wisząc na krzyżu: „Boże, Boże mój, dlaczegoś mnie opuścił?”. To czwarte słowo Zbawiciela wypowiedziane z krzyża możemy znaleźć w psalmie 21. 

Jeśli mowa o królewskim spokoju, o niezmąconej ciszy w sercu Tej, którą nazywamy Królową Pokoju, to nie wyobrażajmy sobie, aby Matka Boża nie była narażona na to, na co my dziś przeważnie chorujemy, to jest na przygnębienie.  Ale Ona, Królowa Pokoju, przygnębieniu nigdy się nie poddała; nigdy nie dała mu wstępu do swej duszy. Maryja miała w sercu ciszę niczym nie zmąconą i całkowitą równowagę w myślach. I dlatego oczy nasze znękane, serca tonące w beznadziejności powinny być wpatrzone w ten Ocean ciszy i spokoju, w ten nasz wzór i ideał wychowawczy. Usta nasze i ręce wzniesione w geście błagalnym powinny wypraszać u Królowej Pokoju ten dar bezcenny, jakim jest wolność od przygnębienia, od upadania na duchu, od załamania sił i od utraty chęci do życia… To są bolesne stany nękające, wręcz paraliżujące, dusze. W takich stanach niejedna dusza traci nad sobą kontrolę i czyni Bogu straszne wyrzuty. 

Matka Najświętsza nie raz była w położeniu podobnym do naszego. Kto inny na Jej miejscu nie raz  uległby przygnębieniu.  Pomińmy to beznadziejne kołatanie do bram w Betlejem z pytaniem o kącik dla mającej przyjść na świat Bożej Dzieciny. Miały miejsce sytuacje poważniejsze, groźniejsze: pościg Heroda i ucieczka przed nim do Egiptu, porzucenie wszystkiego, wymarsz w nieznane na nędzę i tułaczkę. Była to dla Maryi niezwykła próba wiary. Jak łatwo było wówczas pytać Boga: Jak to? Czyż Opatrzność Ojca, która przez anioła przysłała przestrogę i rozkaz ucieczki, nie powinna zdobyć się na bardziej energiczne środki zapobiegawcze? Nie pytała.   

W czasie działalności publicznej Pana Jezusa, Matka miała oczy otwarte i widziała rozpętaną nad Synem burzę nienawiści ze strony oficjalnej synagogi. Widziała, jak nawet cudom Jego bluźnili twierdząc, że dokonuje ich mocą Belzebuba. Widziała jak sięgali po kamienie, aby Go zabić. W końcu widziała jak w  czasie męki cała wszechmoc Jej Syna gdzieś się wycofała, jakby usnęła, czyniąc Jego Człowieczeństwo zupełnie bezbronnym i wystawionym na zdeptanie przez najpodlejszych zbrodniarzy. Ona, sama Matka, była bezsilna. Czyż jednak nie mogła pytać dlaczego nieczynną i bezsilną uczyniła się w tej sytuacji sama Wszechmoc Ojca, który jakby nie chciał przyznać się do swego Syna i wziąć Go w obronę? Mogła, ale nie pytała.

Każdy z nas takie pytania by zadawał popadając przy tym w przygnębienie. Ale Maryja reagowała inaczej. Jej Serce, Jej umysł i wola, zdobyły się na zachowanie zupełnego spokoju i wewnętrznej ciszy, powtarzając przyjętą zasadę życia: „Oto ja, służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa Twego”.  Nad tą ciszą, wynikającą z poddania się Woli Bożej, jaśnieje słońce ufności, wpatrzonej w przyszłość i wierzącej niezłomnie, że spełnią się słowa archanioła, wypowiedziane przy Zwiastowaniu: „A Królestwu Jego nie będzie końca”. Obietnicom Bożym zaufać można i trzeba. One nigdy nie zawodzą. 

Wpatrzeni zatem w królewski spokój i ciszę Serca Matki Najświętszej, budujmy podobny pokój, równowagę i ciszę w duszach naszych; budujmy na podobnym fundamencie szaniec obronny przed przygnębieniem. Jest to fundament zgody na odwieczne wyroki Woli Bożej i fundament nadziei, że Bóg nie pozwoli, aby triumf zła był czymś więcej jak triumfem pozornym, chwilowym i przemijającym, po którym nastąpi klęska tego, co złe i szatańskie oraz zwycięstwo tego, co dobre i Boże.

 

 

(opr. na podstawie:
ks. Jan Dorda T.J., Szkice przemówień o Matce Bożej, Wydawnictwo Apostolstwa Modlitwy Kraków 1946, s. 94-96)

wtorek, 2 kwietnia 2024

Rozważanie dla III Zakonu FSSPX w Polsce na kwiecień 2024 r.

 

ZMARTWYCHWSTANIE

ŚWIĄTYNIĄ DUCHA ŚWIĘTEGO



1. Uwielbiam Cię, wieczyste Słowo, za łaskawe Twoje zstąpienie, iż nie tylko przyjąłeś stworzoną naturę, stworzonego ducha czy duszę, ale i materialne ciało. Najwyższy postanowił, że na wieki wieków podda się więzieniu stworzonej natury. On, który od wieczności był tylko nieskończonym i niepojętym Duchem, nie podlegającym żadnym prawom oprócz praw Jego własnej transcendentnej wielkości, postanowił, że od pewnej chwili przez całą wieczność będzie zjednoczony najgłębszym z możliwych związków z tym, co podlega uwarunkowaniom stworzenia. Wszechmoc Twoja, Panie, zawsze osłania samą siebie, ale nic mniejszego od owej wszechmocy nie mogło uczynić Cię zdolnym do tego, byś tak zstąpił, a nie utracił potęgi. To raczej ciało Twoje ma udział w Twojej potędze, niż Ty masz udział w jego słabości. Z tego powodu, Boże mój, musiałeś zmartwychwstać, skoro miałeś umrzeć – albowiem ciało, które przyjąłeś, już nigdy nie miało ani nawet nie mogło być oddzielone od Ciebie, nawet w grobie. Nawet wtedy było Twoim ciałem, nie mogło ulec zepsuciu; nie mogło pozostać pod władzą śmierci, albowiem Ty w cudowny sposób już uczyniłeś je Twoim, a wszystko, co jest Twoje, musi trwać w doskonałości na zawsze. Uwielbiam Twoje ciało najświętsze, umiłowany Jezu, narzędzie naszego odkupienia!

2. Patrzę na Ciebie, Panie Jezu, i myślę o Twoim ciele najświętszym, i nam je przed oczami jako porękę mojego zmartwychwstania. Chociaż umrę – jako że z pewnością umrzeć muszę – nie umrę na wieki, albowiem powstanę z martwych. Poganie, którzy nie znali Ciebie, uważali, iż ciało ma naturę nędzną i godną pogardy – widzieli w nim siedzibę, przyczynę i usprawiedliwienie wszelkiego zła moralnego. Kiedy myśli ich najwyżej szybowały i zastanawiali się nad życiem przyszłym, mniemali, że zniszczenie ciała jest warunkiem owej wyższej egzystencji. Myśl, że ciało jest w istocie częścią ich samych i że jego odrodzenie może być przywilejem, przekraczała całkowicie możliwości ich wyobraźni. I rzeczywiście, jakiż umysł ludzki mógłby kiedykolwiek sobie wyobrazić bez pomocy Twojego Objawienia, że to, co według naszego doświadczenia jest tak nędzne, tak upośledzone, tak zwierzęce, tak grzeszne, to, co nas łączy z niemymi zwierzętami, to, co tak bardzo podlega zepsuciu i w proch, i w popiół się zmienia – z samej swej natury zdolne jest do tak wzniosłego przeznaczenia, że niebiańskie może się stać i nieśmiertelne, nie przestając być ciałem! I któż oprócz Ciebie, który wszechmocny jesteś, mógł takim je uczynić! Nic więc dziwnego, że mędrcy tego świata, którzy nie wierzyli w Ciebie, szydzili ze zmartwychwstania. Lecz ja, dzięki łasce Twojej, zawsze w pamięci zachowam, jak odmiennie zostałem przez Ciebie pouczony. O najlepszy, najpierwszy, najprawdziwszy z nauczycieli! O Ty, który Prawdą jesteś, wiem i całym sercem wierzę, że ciało moje powstanie do nowego życia. Wiem, że chociaż tak nędzne i godne wzgardy jest obecnie, pewnego dnia, jeśli na to zasłużę, powstanie jako niezniszczalne, prawdziwie piękne i pełne chwały. To wiem i dzięki łasce Twojej zawsze będę to miał w pamięci.

3. Boże mój, naucz mnie, abym umiał żyć naprawdę jak ktoś, kto wierzy w wielką godność, wielką świętość tego materialnego kształtu, w którym mnie umieściłeś. Oto dlaczego, umiłowany mój Zbawicielu, przychodzę tak często i tak gorliwie, aby być uczestnikiem Ciała Twego i Krwi, abym przez niewysłowioną świętość Twoją mógł się uświęcić. Panie Jezu, wiem to, co jest zapisane, iż ciała nasze są świątyniami Ducha Świętego. Jakże więc mógłbym nie czcić tego, co Ty w sposób cudowny karmisz i co jest mieszkaniem współrównego Tobie Ducha! Boże mój, któryś został przybity do krzyża, confige timore tuo carnes meas – „przeszyj bojaźnią Twoją ciało moje”; ukrzyżuj duszę moją i ciało, to wszystko, co w nich jest grzeszne, i uczyń mnie czystym, jak Ty czysty jesteś.



(John Henry Newman, Rozmyślania i modlitwy. Sen Geroncjusza, IW Pax Warszawa 1985, s. 59-61)

piątek, 1 marca 2024

Rozważanie dla III Zakonu FSSPX w Polsce na marzec 2024 r.

 

POTĘGA KRZYŻA
(kard. John Henry Newman)

1. Boże mój, któż by wyobrazić sobie potrafił w świetle jakiejkolwiek naturalnej przenikliwości, iż miało być jednym z atrybutów Twoich, żebyś się uniżył
i wypełnił swe zamiary przez własne upokorzenie i cierpienie? Żyłeś od wieczności w niewysłowionym szczęściu. Boże mój, oto co byłbym zdolny zrozumieć: że skoro tworzyć zacząłeś i światem stworzeń się otoczyłeś, mogły ukazać się w Tobie owe atrybuty, które przedtem nie miały zastosowania. Nie mogłeś okazać swej potęgi, dopóki nie było niczego, co mogłoby być jej przedmiotem. Wtedy też zacząłeś okazywać cudowną i czułą Opatrzność Twoją, wierność Twoją, zapobiegliwą troskę o tych, których stworzyłeś. Ale któż zdołałby przewidzieć, że stworzenie przez Ciebie wszechświata implikowało
i pociągało za sobą Twoje upokorzenie? Wielki Boże, uniżyłeś siebie, pochyliłeś się ku przyjęciu ciała naszego i krwi, i zostałeś wydźwignięty na drewno krzyża! Chwalę i wysławiam Ciebie dziesięciokroć bardziej, że okazałeś swą potęgę przez cierpienie, niż gdybyś bez tego dziełem swoim kierował. Godne to nieskończoności Twojej – tak przekroczyć i przewyższyć wszystkie nasze wyobrażenia.

2. Panie Jezu, wierzę i dzięki łasce Twojej zawsze w to wierzyć i przy tym trwać będę, i wiem, że jest to prawdą i będzie prawdą aż do końca świata, iż nic wielkiego nie dokonuje się bez cierpienia, bez upokorzenia, z nimi zaś wszystko jest możliwe. Wierzę, Boże mój, że ubóstwo lepsze jest od bogactwa, ból lepszy od rozkoszy, ukrycie i życie wśród wzgardy lepsze od sławy, hańba i poniżenie lepsze od zaszczytów. Panie mój, nie proszę, żebyś przywiódł na mnie takie próby, bo nie wiem, czy potrafiłbym im sprostać; ale przynajmniej, o Panie – czy będę żył wśród pomyślności, czy wśród przeciwności – będę wierzył, że tak jest, jak powiedziałem. Nigdy nie będę pokładał ufności w bogactwie, stanowisku, potędze czy dobrej reputacji. Nigdy nie będę się przywiązywał do światowych sukcesów czy światowych korzyści. Nigdy nie będę pożądał tego, co ludzie nazywają rozkoszami życia. Pragnę zawsze, z pomocą łaski Twojej, cenić tych, którzy są wzgardzeni albo opuszczeni, szanować ubogich, czcić cierpiących, podziwiać i wielbić świętych Twoich i wyznawców, i łączyć się z nimi wbrew światu.

3. A na ostatku, umiłowany mój Panie, chociaż jestem tak słaby, że nie mogę prosić Cię o cierpienie jako o dar – nie mam do tego dostatecznej siły – przynajmniej błagać Cię będę o łaskę dobrego przyjmowania cierpień, kiedy Ty w mądrości swej i miłości sprowadzasz je na mnie. Obym znosił ból, nagany, rozczarowania, oszczerstwa, udrękę, niepokój – kiedy mnie nawiedzą – w taki sposób, jak Ty, Jezu mój, chciałbyś, żebym je znosił, i jak przez swoje cierpienie mnie nauczyłeś. I obiecuję Ci także – licząc na pomoc łaski Twojej – że nigdy nie będę się wynosił, nigdy nie będę szukał pierwszeństwa, nigdy nie będę zabiegał o żadne światowe wielkości, nigdy nie będę wywyższał się nad innych. Pragnę łagodnie znosić zniewagi i odpłacać dobrem za zło. Pragnę upokorzyć się we wszystkich sprawach i być cichym, kiedy będę krzywdzonym, być cierpliwym, kiedy smutek albo ból będzie się przedłużał, a wszystko dla miłości do Ciebie i do Twego Krzyża, wiedząc, iż w ten sposób pozyskam sobie obietnicę zarówno tego, jak i przyszłego życia.

 

(z: John Henry Newman, Rozmyślania i modlitwy. Sen Geroncjusza, IW Pax Warszawa 1985, s. 57-58)