trzecizakonfsspx.blogspot.com jest stroną Trzeciego Zakonu Bractwa Kapłańskiego świętego Piusa X w Polsce.
Znajdują się na niej najważniejsze informacje z życia naszej Duchowej Rodziny, intencje modlitewne oraz listy Duchowego Ojca, rozważania, biuletyny i wykłady. Intencje modlitewne obowiązują od każdego pierwszego dnia miesiąca.

piątek, 10 kwietnia 2026

 LEKTURA DLA CZŁONKÓW III ZAKONU NA KWIECIEŃ 2026 R.

 

Z WYZNAŃ ŚW. AUGUSTYNA (VIII, 6)


W jaki sposób wyzwoliłeś mnie z więzów zmysłowego pożądania, które mnie najmocniej krępowały, jak też z wysługiwania się sprawom doczesnym, teraz opowiem. I uwielbię za to imię Twoje, Panie, Wspomożycielu mój i Odkupicielu. Życie moje [w Mediolanie] toczyło się na pozór bez zmian, ale coraz bardziej wzmagał się we mnie niepokój i codziennie z tęsknoty wzdychałem ku Tobie. Ilekroć miałem chwilę wolną od przytłaczających mnie zajęć, odwiedzałem Twój kościół. Towarzyszył mi Alipiusz, uwolniony teraz od obowiązków prawniczych po trzecim okresie sprawowania urzędu asesora. (…) Pewnego dnia, kiedy Nebrydiusza – już nie pamiętam, z jakiej  przyczyny – nie było z nami, odwiedził mnie i Alipiusza w naszym domu niejaki Pontycjan. Był to Afrykańczyk, a więc nasz ziomek; piastował wysokie stanowisko na dworze cesarskim. Miał on do nas jakąś sprawę. Siedliśmy więc i rozmawialiśmy. Nagle Pontycjan zauważył na stojącym w pobliżu stole, przeznaczonym do gier, książkę. Wziął ją w ręce, otworzył i ze zdziwieniem stwierdził, że to apostoł Paweł. Afrykańczyk spodziewał się raczej jakiejś książki związanej z tą oratorską profesją, która mnie wyniszczała. Uśmiechnął się i patrząc mi głęboko w oczy, powiedział, jak bardzo się cieszy, że tu, najbliżej mnie, znalazł tę właśnie, i tylko tę, książkę. Okazało się, że był to chrześcijanin, wierny Twój sługa, który często przed Tobą, naszym Bogiem, klękał w kościele, modląc się długo i żarliwie. Kiedy mu powiedziałem, że bardzo dokładnie studiuję pisma apostoła Pawła, zaczął mi opowiadać o mnichu Antonim z Egiptu. Słudzy Twoi niezmiernie czcili imię tego męża; ale nam było ono dotychczas nie znane. Zaskoczony, że nic o nim nie wiemy, Pontycjan szczegółowo nam opowiadał o Antonim, abyśmy wreszcie  poznali postać tego wielkiego człowieka. Nie mógł się nadziwić, że nigdy przedtem o nim nie słyszeliśmy.

My zaś zdumiewaliśmy się tym, że oto tak niedawno, właściwie w naszych czasach, dokonałeś, Panie, tak wielkich cudów – w siedzibie prawdziwej wiary, w katolickim Kościele. Wszyscy więc byliśmy zdziwieni: my – że to były rzeczy tak wspaniałe; on – żeśmy dotąd o nich nie słyszeli. Następnie zaczął Pontycjan opowiadać o wspólnotach zakonników żyjących w klasztorach, o ich obyczajach tchnących Twoją słodyczą, jak też o płodnych pustyniach, krainach pustelników; o tym też nie wiedzieliśmy dotychczas nic a nic. Nie wiedzieliśmy nawet tego, że tuż, w Mediolanie, za murami miasta znajdował się klasztor pełen dobrych braci, pozostający pod pieczą Ambrożego. Pontycjan opowiadał i opowiadał, a my siedzieliśmy bez słowa, zasłuchani. W jakimś momencie zaczął mówić o swoim pobycie, razem z trzema towarzyszami, w Trewirze. Pewnego popołudnia, kiedy cesarz przypatrywał się igrzyskom w cyrku, oni wyszli na przechadzkę po ogrodach przylegających do murów miejskich. Podzielili się na dwie grupy: Pontycjan szedł z jednym towarzyszem, a osobno szli dwaj inni. W właśnie wtedy druga z tych par natrafiła na dom, w którym mieszkali Twoi słudzy ubodzy w duchu, tacy, których jest królestwo niebieskie. I znaleźli tam książkę z opisem życia Antoniego.

Jeden z nich zaczął czytać i stopniowo budził się w nim coraz większy podziw, coraz głębsze wzruszenie. Zanim przestał czytać, już myślał o tym, żeby wybrać takie życie i porzuciwszy doczesną służbę zaciągnąć się pod Twój znak; a byli oni tak zwanymi agentes in rebus [funkcjonariuszami tajnej policji cesarskiej]. Ogarnęła go tęsknota do świętości. Jego dotychczasowe życie budziło w nim wstyd i gniew. Podniósł oczy znad książki i rzekł do przyjaciela: „Słuchaj, co my właściwie chcemy osiągnąć wszystkimi naszymi staraniami? Czego szukamy? W jakim celu pełnimy naszą służbę? Czyż możemy spodziewać się w pałacu czegokolwiek ponadto, że otrzymamy tytuł przyjaciół cesarza? A czyż wtedy nasze położenie nie będzie nadzwyczaj niepewne i niebezpieczne? A przez ileż to innych niebezpieczeństw brnie się do tego większego zagrożenia? I jak długo trzeba będzie do tego dążyć? A przyjacielem Boga – jeśli tylko zechcę – w tej oto chwili się staję”.

Tak rzekł i znowu pochylił się nad książką, targany bólem rodzącego się w nim nowego życia. Czytał i wewnętrznie się przemieniał, co tylko Ty mogłeś dostrzec. Duch jego, jak miało niebawem się okazać, uwalniał się od świata. Kiedy czytał i kiedy serce łomotało mu w piersi, z której się wydzierały stłumione westchnienia, rozpoznawał lepsza drogę życia i podejmował postanowienie, że będzie po niej kroczył. Już należał do Ciebie! „Już oderwałem się od naszej dawnej nadziei – rzekł do przyjaciela – i postanowiłem służyć Bogu, a zaczynam to już teraz, w tej godzinie, w tym miejscu, gdzie jestem. Jeśli nie chcesz mnie naśladować, to przynajmniej mi nie przeszkadzaj!”. Lecz tamten rzekł, że owszem, zostanie razem z nim, bo taka służba jest zaszczytna i wielka za nią będzie nagroda. Obaj, należąc już do Ciebie, zbudowali wieżę kosztem odpowiednim – czyli kosztem porzucenia wszystkiego, co mieli, i pójścia za Tobą. Pontycjan zaś i towarzysz, który razem z nim się przechadzał w innej części ogrodu, szukając tamtych dwóch, wreszcie doszli do owego domu, a zobaczywszy kolegów, wezwali ich do powrotu, bo już zmierzch zapadał. Wtedy tamci opowiedzieli o swoim postanowieniu i zamiarach, jak też wyjaśnili, w jaki sposób ukształtowała się w nich i umocniła taka decyzja. Prosili towarzyszy, żeby jeśli sami się do nich nie przyłączą, im dali spokój – oni chcą tu zostać. Pontycjan i jego towarzysz wprawdzie nie zmienili sposobu życia, jednak byli – jak nam opowiadał – do łez poruszeni tym zdarzeniem.
Z wielką czcią wyrazili im swój podziw, polecili się ich modlitwom i – dźwigając serca ciążące ku ziemi – wrócili do pałacu. Tamci zaś, sercami przywarłszy do niebios, zostali w owym domu. Obaj ci ludzie mieli narzeczone. Gdy dowiedziały się o ich postanowieniu, one także ofiarowały swe dziewictwo Tobie. Wszystko to nam opowiadał Pontycjan. 
 

(św. Augustyn, Wyznania, Wyd. Znak, Kraków 2006, s. 205-209)

 

 

wtorek, 3 marca 2026

 LEKTURA DLA CZŁONKÓW III ZAKONU NA MARZEC 2026 R.

 

Z WYZNAŃ ŚW. AUGUSTYNA (frag. 1)


Ale wyciągnąłeś rękę z wysoka i wydobyłeś duszę mą z tej ciemnej przepaści. Bo przed Tobą płakała nad moją dolą wierna Ci matka moja, bardziej niż płaczą matki nad mogiłami dzieci. W świetle bowiem wiary i ducha, którego miała z Ciebie, uważała mnie za umarłego. I wysłuchałeś ją, Panie, wysłuchałeś, nie pogardziłeś łzami, co rzęsiście spływały z jej oczu na ziemię w każdym miejscu, gdzie się modliła. Wysłuchałeś ją. Bo jakże inaczej można by wytłumaczyć ten sen, przez który udzieliłeś jej takiej pociechy, że zgodziła się mieszkać ze mną i jadać przy tym samym stole w naszym domu, czego w ostatnim okresie odmawiała, ze zgrozą odsuwając się od moich błędów bluźnierczych. Śniło się jej mianowicie, że stoi na drewnianej belce do mierzenia, a oto kroczy ku niej młodzieniec jaśniejący i uśmiecha się do niej radośnie, chociaż ona była przygnębiona i smutna. Zapytał ją, dlaczego tak się smuci i każdego dnia tyle łez wylewa (nie jakoby nie wiedział, lecz po to, aby jej coś potem oznajmić, jak zwykle się dzieje w widzeniach). Gdy odpowiedziała, że nad zgubą moją płacze, kazał jej, żeby była spokojna i żeby przypatrzyła się uważnie: niech zobaczy, że gdzie jest ona, tam i ja jestem. Gdy spojrzała, zobaczyła, że stoję przy niej na tej samej belce. Czymże to można wytłumaczyć, jeśli nie tym, żeś głosu jej serca wysłuchał?

O Najlepszy i Wszechmocny, który tak się troszczysz o każdego z nas, jakbyś tylko nim jednym się opiekował, i tak czuwasz nad wszystkimi, jakby każdy był dla Ciebie tym jedynym. Jakże inaczej można by wytłumaczyć i to, że gdy mi opowiedziała widzenie, a ja próbowałem interpretować je tak, jakoby nie powinna wątpić, że to ona kiedyś stanie się tym, czym ja byłem – odparła natychmiast, bez żadnego wahania: „Nie! On mi nie powiedział: «Gdzie on, tam i ty», lecz przeciwnie:  «Gdzie ty, tam i on»”. Nieraz już to wspominałem i oto jeszcze raz przed Tobą, Panie, wyznaję, starając się dokładnie sobie przypomnieć, jak wielkie wrażenie uczyniła na mnie ta odpowiedź, której mi udzieliłeś przez usta mojej matki. Nie zwiodła jej ani przez chwilę moja błędna, a mająca tak wielki pozór prawdy interpretacja snu. Ona od razu zrozumiała to, co trzeba było pojąć, a czego ja zupełnie nie dostrzegałem, dopóki ona mi nie powiedziała. Poruszyło mnie to jeszcze bardziej niż sam ów sen, w którym radość mająca nadejść znacznie później została tej pobożnej kobiecie na tak wiele czasu naprzód zapowiedziana, aby ją w jej udręce pocieszyć.

Bo miało jeszcze upłynąć prawie dziesięć lat, podczas których nurzałem się głęboko w bagnie i ciemności fałszu. Nieraz usiłowałem się z niego wydobyć, miotałem się, ale wtedy błoto jeszcze gęściej mnie oblepiało i głębiej zapadałem. A przez cały ten czas owa cnotliwa, pobożna i roztropna kobieta, taka wdowa, jaka bliska jest Twemu upodobaniu, już podniesiona na duchu owym widzeniem, lecz wcale nie mniej płacząca nadal, wzdychająca ku Tobie, każdej godziny wśród wielu łez zanosiła w mojej intencji modlitwy do Ciebie. Docierały jej modlitwy przed oblicze Twe; a jednak pozwalałeś, abym nadal się miotał i omotywał w ciemności.  

 

(św. Augustyn, Wyznania, Wyd. Znak, Kraków 2006, s. 82-83)

wtorek, 24 lutego 2026

 LEKTURA DLA CZŁONKÓW III ZAKONU NA LUTY 2026 R.


DWA LISTY PEWNEGO TERCJARZA BRACTWA DO PEWNEGO TEOLOGA SPOZA BRACTWA W ZWIĄZKU Z KONSEKRACJAMI BISKUPIMI A.D. 2026

 

CZEŚĆ NIEPOKALANEJ

Szanowny Panie Redaktorze,

Jawił się Pan w moich oczach niemal jak rycerz kontrmodernizmu, ale ten obraz legł w gruzach, gdy oświadczył Pan, że Bractwo nie ma powodu by konsekrować nowych biskupów, czyli nie powinno ich konsekrować, czyli rację będą mieli ci, którzy nowych biskupów "ekskomunikują". Z jednej strony niewątpliwie walczy Pan z modernizmem w Kościele, a z drugiej, gdy konflikt Tradycji z modernizmem wkracza w jakiś przełomowy etap, oświadcza Pan, że Bractwo nie ma powodów, by konsekrować nowych biskupów.
W moich oczach to wewnętrzna (bo zaistniała w umyśle jednego i tego samego człowieka) sprzeczność. Podobną sprzeczność widzę u Dr. Milcarka. Czy musiał Pan publicznie wygłaszać swoją tezę? Czy nie lepiej było milczeć? A jak Pan ocenia konsekracje z 1988 r.? Czy też wówczas Bractwo nie miało powodu, by konsekrować biskupów? Czy orzeczona wówczas "ekskomunika" rzeczywiście wykluczyła konsekrowanych biskupów z Kościoła? Pewnie próżno czekać na Pańską odpowiedź, ale mam nadzieję, że Pan przynajmniej te pytania przeczyta.

CZEŚĆ NIEPOKALANEJ

Szanowny Panie Redaktorze,

Gdy patrzymy na sprawę w kontekście nadprzyrodzonym, to jedyną gwarancją przetrwania kryzysu doktrynalnego i liturgicznego w Kościele jest Duch Święty; gdy jednak zapytamy o narzędzia jakimi się On posługuje w realizacji tego celu, to widzimy FSSPX. Tylko ta wspólnota zachowała wierność Tradycji a także niezależność administracyjną od modernistycznej hierarchii i tylko Bractwo integralnie głosi katolicką doktrynę. I tym sensie, jeśli gdzieś Kościół przetrwa w swej integralnej postaci, to właśnie w Bractwie. Inne wspólnoty, optujące za liturgią tradycyjną, od tej modernistycznej hierarchii są zależne i za swe istnienie muszą, w istotnych kwestiach doktrynalnych, składać modernistom ofiarę kompromisów. A przecież wierność doktrynie czyni kompromisy doktrynalne niemożliwymi.   

Powód konsekracji A.D. 2026 jest dokładnie taki sam jak konsekracji A.D. 1988, dużo jest na ten temat analitycznych wypowiedzi śp. abpa Lefebvre'a, innych teologów Bractwa. Nie będę tego wszystkiego powtarzał. Przecież Pan to na pewno czytał i zna... Jeśli modernistyczni hierarchowie znowu użyją słowa „ekskomunika”, to po jakimś czasie będą je odwoływali, tak jak uczynił to pap. Benedykt XVI. Jestem o tym głęboko przekonany, bo prawda musi zwyciężyć, tylko jaką cenę za taką ekwilibrystykę przyjdzie zapłacić duszom?  Jak wielkie wywoła to słowo zamieszanie? Choćby znowu w mojej własnej rodzinie?

O tak, poza Bractwem istnieje zbawienie, ale duchowo owocny związek z Bractwem je ułatwia, czyni je łatwiejszym do osiągnięcia...  Bractwo wskazuje nie jedyną, ale najpewniejszą drogę do Nieba.  Proszę już nie odpisywać, stoimy w kwestii Bractwa daleko od siebie, szkoda. Bardzo cenię Pańskie zdolności lingwistyczne, erudycję, pamięć, zaangażowanie... I nie wątpię, że kieruje się Pan dobrymi intencjami.

Z wyrazami uszanowania