trzecizakonfsspx.blogspot.com jest stroną Trzeciego Zakonu Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X w Polsce.
Znajdują się na niej najważniejsze informacje z życia naszej Duchowej Rodziny, intencje modlitewne oraz listy Duchowego Ojca, rozważania, biuletyny i wykłady.

Intencje modlitewne obowiązują od każdego pierwszego dnia miesiąca (będą podawane kilka dni wcześniej),
rozważania na dany miesiąc będą zamieszczane ostatniego dnia miesiąca poprzedzającego.

wtorek, 15 marca 2011

Rozważanie Wielkopostne

„...z drugiego końca ławki słychać było głośne chlipanie. Siedział tam mały Chińczyk z długim warkoczem, biedny „żółtek”, który zasłoniwszy twarz rękami zanosił się żałosnym płaczem. (…) Przed ośmiu miesiącami przywieziono go jako trędowatego na Molokai.
- Beppo!- powiedział misjonarz łagodnie i otoczył go ramieniem. - Nie płacz, Beppo!
Nie potrzebował pytać się o powód zmartwienia małego Chińczyka. Beppo był niewidomy, trąd wtrącił go w ciemność wieczystą. Nie można dziecka niewidomego zrobić ministrantem. Dlatego zamarłe oczy zalewały się łzami w nieutulonym żalu. Po chwili Beppo zaczął się uspokajać i oto zabrzmiało nagle wyraźnie, poprawnie z jego ust:
- Confiteor Deo omnipotenti...- cała spowiedź powszechna bez najmniejszego błędu! - Czy dobrze było, Padre? Czy tak było dobrze?
- Żaden nie umie tego tak dobrze jak ty, Beppo!- pocieszył go misjonarz i objął dziecko serdecznie ramionami.
- I nigdy, nigdy Beppo nie będzie mógł klęczeć przy tobie u ołtarza?- Zapytał mały Chińczyk, a owrzodzone wargi drżały.
Przez chwilę misjonarz się namyślał, a potem odparł:
- Owszem, Beppo, będziesz mógł! Jutro będziesz klęczał obok Anakalei i pomożesz mu jak nie będzie umiał dalej...
Chłopak aż poczerwieniał z niespodziewanej radości, a Anakalea wykrzyknął wesoło:
- Wiesz, Beppo, będziesz mógł nawet dzwonić srebrnym dzwonkiem! Ja cię za każdym razem pociągnę za bluzę, jak będzie pora...” (W. Huenermann, Ojciec Damian, Poznań- Warszawa 1985, s.199-200.)

Duchowy trąd ogarnął każdego z nas, jednych w mniejszym, innych w większym stopniu. Zaczynem jego jest rana grzechu pierworodnego i powodowana nim osłabiona odporność. Do rany tej z łatwością przylegają zarazki- pokusy, które przez osłabioną odporność poszerzają naszą ranę tworząc nowe, bolesne często rozsiane w wielu miejscach ropiejące rany- grzechy. Rany te bardzo często dotykają naszych duchowych oczu, przez co nie widzimy już naszego prawdziwego obrazu. Często także utrudniają nam one służbę Bogu, służbę u stóp Jego ołtarza w naszym codziennym życiu. A jednak, pomimo tych ran, które nam przeszkadzają możemy Mu służyć, jeśli tylko tego pragniemy. I więcej, On sam widząc naszą chęć pomaga nam w tym przez innych, którzy w odpowiednim momencie „pociągają nas za bluzę”, którzy prowadzą nas do Niego, choć sami są słabi i nieudolni. Chcieć- oto klucz do wszystkiego. Bo jeśli chcę służyć Bogu zaczynam dostrzegać moje słabości, które mi w tym przeszkadzają. I nawet widząc ogrom swej nędzy, jeśli tylko pragnę Mu służyć zapytać mogę pełen ufności „czy nigdy nie będę mógł klęczeć przy Tobie?”. Co to znaczy klęczeć? To właśnie znaczy uznać swoją nędzę zwracając swe oczy ku majestatowi Bożemu, i widząc Go wyznać pokornie swoje Confiteor. Wyznać, że bardzo zgrzeszyłem. Ale i tu nie koniec, lecz początek zaledwie. Wyznać swoje pragnienie służby i jej niemożność zarazem to jeszcze nic. Teraz muszę iść dalej. Pragnienie służby Bogu musi być większe niż moja nędza, inaczej pozostanie tylko zniechęcenie i rozgoryczenie. Tak samo wielka musi być ufność, z którą ośmielam się pytać, „czy nigdy nie będę mógł Ci służyć?”. Jeśli ja jestem nicością a jednak pragnę służyć Bogu do kogo mam się udać? Do Wszechmocy Bożej. Ale gdzie ona jest złożona? W Sercu Niepokalanej! Ona przychodzi do nas jak najlepsza matka i sama swoją czystością pokazuje nam nasze rany i obmywa je. Ale nasze rany bolą. I gdy patrzymy na nie przerażają swoim widokiem. Nie możemy odwracać od nich oczu, inaczej nie uleczymy ich. I nawet kiedy wytrzymamy ten widok i nie zabierzemy naszych ran z rąk Niepokalanej to jeszcze nie wszystko. Ona teraz zaczyna je leczyć. Obmywa nasze obolałe rany, ale one z każdym Jej dotykiem bolą jeszcze bardziej. Boli, kiedy obmywa je z ropy, kiedy odrywa i wyrzuca zepsute części, a nader wszystko boli kiedy nie obmywa już tylko brzegów rany, lecz zupełnie czyści jej środek! Musimy to wytrzymać. Co mamy wtedy robić? Czy tylko patrzeć na Jej Niepokalane ręce, którymi nas leczy? Nie! Aby wytrzymać to oczyszczenie musimy zupełnie zwrócić się ku Niej. Patrzeć jak Ona uśmiecha się do nas i pociesza nas. Musimy zamieszkać zupełnie w Jej sercu, które całe jest dla nas otwarte. Które jest otwarte nie tylko Jej macierzyńską miłością, ale przede wszystkim mieczem boleści.