Pokój Boży
„A pokój Boży, który przewyższa wszelkie pojęcie,
niechaj strzeże serc waszych
i umysłów waszych w Chrystusie Jezusie”
(Flp 4, 7)
niechaj strzeże serc waszych
i umysłów waszych w Chrystusie Jezusie”
(Flp 4, 7)
W ósmym rozdziale Księgi Rodzaju,
czyli w pierwszej księdze Starego Przymierza, opisana jest katastrofa,
która spała na grzeszną ludzkość w postaci potopu. Tylko mała cząstka
ludzi, z patriarchą Noem na czele, w dziwny sposób ocalała. Ku
radości zamkniętych w arce, po opadnięciu wód ukazała się ziemia odnowiona
i odświeżona. Pierwszym pozdrowieniem tej ziemi dla ocalałych ludzi,
pierwszym jej podarunkiem była zielona gałązka oliwna, wyrosła na wielkim
cmentarzysku zgładzonego rodzaju ludzkiego. Przyniosła ją w dziobie
wypuszczona przez Noego gołębica. Był to znak, że na wielkim pustkowiu zaczyna
się nowe życie. Odtąd i aż po dni nasze gołębica i gałązka oliwna są
symbolem pokoju Bożego, ustanowionego przez Stwórcę po dokonanym nad ludzkością
sądzie za jej zatwardziałość w grzechach. Powiemy najpierw o Bogu
naszym jako Bogu pokoju, a następnie o pokoju Boga, czyli o pokoju
Bożym, o który powinniśmy zabiegać.
U proroka Izajasza czytamy: „Stworzyłem owoc warg – pokój, pokój temu,
który jest daleko i który jest blisko, mówi Pan, i uzdrowiłem go” (Iz 57, 19).
„Pokój” – wielkie słowo, na którego dźwięk otwiera się chętnie i z weselem
każde uczciwe serce ludzkie. Cóż bowiem oznacza słowo „pokój”? Słowo to oznacza
zgodę, ciszę, harmonię, porządek, niezakłócone posiadanie dóbr ciała i duszy,
a przez to zadowalający stan w sobie i dookoła siebie. Jakże więc
mogłoby biedne serce ludzkie nie wzruszyć się na myśl, że Bóg objawia się nam
jako „Bóg pokoju”? Na pytanie zaś, dlaczego Bóg chce pokoju i ofiaruje nam
pokój, mamy przekonywującą i znakomitą odpowiedź u wspomnianego
Izajasza, że gdyby było inaczej, to żaden człowiek nie ostałby się wobec Niego.
On jest „wysoki i wyniosły, mieszkający w wieczności, a święte
imię Jego na wysokości”. Co by się musiało stać, gdyby On chciał „swarzyć się
na wieki i gniewać się aż do końca” (Iz 57, 15-16)? Wszak
już raz żałował Bóg, że stworzył człowieka i wszystko, co dlań uczynił na
ziemi. Powiedział bowiem: „Zgładzę człowieka, którego stworzyłem, z oblicza
ziemi, od człowieka aż do zwierząt (…) bo mi żal, żem ich uczynił” (Rdz 6, 7).
Jednak po potopie Bóg zawarł przymierze z człowiekiem zapewniając,
że już nigdy potop nie będzie pustoszył ziemi, a znakiem tego przymierza
będzie łuk na obłokach – ta wspaniała tęcza, którą z przyjemnością
oglądamy po ulewnym deszczu w czasie letnim. Wtedy powiedział do Noego:
„Ten będzie znak przymierza, które ustanowiłem między mną i wszelkim
ciałem na ziemi” (Rdz 9, 17). Ten łuk ma nam przypominać owo
wieczne przymierze „między Bogiem a wszelką duszą żyjącą każdego ciała,
jakie jest na ziemi” (Rdz 9, 16). Niestety, widzimy, że nie ma
pokoju między Bogiem a ludźmi. I czy nie można bez wahania stwierdzić, po
której stronie leży tego przyczyna? Człowiek jest burzycielem tego przymierza,
burzycielem przez swój grzech. Jest to smutny fakt w dziejach ludzkości i w życiu
człowieka. Bóg jeszcze nigdy nie naruszył pokoju. To człowiek był zawsze
niszczycielem pokoju Bożego. Skutki tego wiarołomstwa są zawsze opłakane. Bogu
ono nigdy nie szkodzi, natomiast zawsze przynosi szkodę człowiekowi. Bóg mówi
przez proroka: „Dla nieprawości łakomstwa jego rozgniewałem się i uderzyłem
go; skryłem przed nim twarz moją (…) i poszedł tułając się na drogę serca
swego” (Iz 57, 17). Grzesznik idący za pożądliwościami serca
swego – wbrew racjom rozumu – musi tułać się po bezdrożach.
Mimo to Bóg nie zatraca wiarołomnego sprzymierzeńca, któremu dał
wszystkie środki potrzebne do dochowania sojuszu, skoro tak go stworzył, iż
„uczynił go mało co mniejszym od aniołów, chwałą i czcią ukoronował go i postawił
go nad dziełami rąk swoich” (Ps 8, 6-7). Bo oto mówi: „Widziałem
drogi jego i uzdrowiłem go, i znów przywiodłem go, i wróciłem mu
pociechy i płaczącym jego” (Iz 57, 18). Jednakże Bóg nie
poprzestaje na tym, ale pragnie, by nowy pokój zataczał jak najszersze kręgi:
„Pokój temu, który jest daleko i który jest blisko, mówi Pan, i uzdrowiłem
go” (Iz 57, 19). Jakżeż wspaniale objawia się wola tego pokoju w noc
betlejemską w śpiewie anielskim! Bóg pokoju przychodzi do człowieka, bo
widzi jego cierpienia i nędzę jako smutne następstwa złamania pokojowego
przymierza; Bóg chętniej słucha dziękczynienia, jako „owocu warg”, niż
przekleństwa w rozpacz popadających. My jednak podejmujemy hasło i wezwanie
pokojowe, skierowane do nas: „Czyńcie drogę, uprzątnijcie drogę, ustąpcie ze
ścieżki, zmiećcie zawady z drogi” (Iz 57, 14).
Oczyszczona droga prowadzi do Boga pokoju i do pokoju Bożego, bo
Bóg jest pokojem. Powiedzieliśmy już, co znaczy słowo „pokój”. Teraz zapytajmy,
gdzie jest „pokój”. Odpowiedź będzie równa tamtej. Pokój jest tam, gdzie
mieszka jedność i zjednoczenie, porządek i harmonia, wzajemne
zrozumienie i niezakłócona miłość. A wszystko to ma miarę
nieskończoną i najwspanialsze dopełnienie w Bogu w Trójcy
Świętej jedynym. Dlatego Bóg jest prawzorem i praźródłem pokoju. A naszym
obowiązkiem jest podnosić oczy z tego niespokojnego świata do Boga pokoju.
Jako przyjaciel pokoju, Bóg chce, by wszędzie był pokój. Do pokoju też stworzył
Bóg pierwotnie człowieka. Raj to było miejsce i stan, w którym
człowiek miał żyć z pokoju z Bogiem, ze sobą samym i z naturą.
Niepokój zaczął się wraz z wypowiedzeniem przez człowieka
posłuszeństwa Bogu. Zapytajmy, jak się teraz Bóg zachowuje. On, któremu ten
nieporządek i bezład najmniej mógł szkodzić – jak On postępuje, jak
przemawia? Słuchajmy: „Ja znam myśli, które ja myślę o was – mówi Pan –
myśli pokoju, a nie udręczenia, abym wam dał koniec i cierpliwość” (Jr 29, 11).
Takie jest całe działanie Boga wobec ludzkości. Taka jest jedyna polityka
pokoju Bożego. Starożytny pisarz chrześcijański św. Klemens Aleksandryjski (+ 215)
mówiąc o różnych pogańskich narzędziach muzycznych, które chrześcijanom
nie przystoją, powiada: „My natomiast winniśmy się posługiwać jedynym
instrumentem, mianowicie słowem pokojowym, którym czcimy Boga, odrzuciwszy
precz starodawne narzędzia muzyczne, psujące – zamiast ją wywoływać – harmonię
między ludźmi a Bogiem i między ludźmi nawzajem” (Pedagog, ks. III, r. 5).
Najwyższym wyrazem tej boskiej woli pokoju jest śpiew anielski nad
Betlejem w ową jedyną, świętą noc: „Chwała na wysokości Bogu, a na
ziemi pokój ludziom dobrej woli” (Łk 2, 14). Chrystus jest
zakładnikiem pokoju Ojca wobec tych, którzy są „dobrej woli”. Niech każdy z nas
zapyta siebie samego: chcesz pokoju z Bogiem? Chcesz pokoju prawdziwego,
trwałego uszczęśliwiającego? Jeśli tak, to bądź człowiekiem dobrej woli i włącz
się w boskie królestwo pokoju. A jeśli człowiek wypadł z tego
królestwa z własnej winy, jak niegdyś prarodzice z raju, to co go
czeka?
Ale pozostaje pociecha! Bóg daje pokój. Oto mówi Chrystus w mowie
pożegnalnej: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam” (J 14, 27).
Oto zjawia się Zbawiciel wśród uczniów po zmartwychwstaniu ze słowami: „Pokój
wam” (J 20, 19). Bóg podtrzymuje aż do dziś każdego, kto szuka
pokoju. Bóg daje pokój! Zapytaj owe gromady ludzi smutnych, opuszczonych,
wydziedziczonych ale już nawróconych grzeszników; zapytaj poszukujących Boga,
którzy Go znaleźli – oni wszyscy powiedzą ci za każdym razem: „Bóg dał nam
pokój”. Któż by policzył tych wszystkich, co tak mówili; tych wszystkich, co
dziś tak mówią i tych wszystkich, co tak mówić będą?
Idź na cichy cmentarz, oderwij się od zgiełku wielkiego miasta, a nawet
małej wioski, w której jednak trwa codzienne, choćby tylko szare życie ze
swymi radościami, cierpieniami i namiętnościami. Niech to wszystko
pozostanie u bramy cmentarnej, a ty idź ścieżką między grobami. Patrz
i słuchaj. Czy ci się nie zdaje, że od owych grobów dochodzi do uszu
twoich dźwięk czy głos skądś, jakby z wyższych sfer: „Bóg jest pokojem”?
Tam, na cmentarzu, w mieście umarłych, dziwne myśli cisną ci się do głowy,
a przede wszystkim ta, której raz na zawsze dał wyraz doświadczony mędrzec
starozakonny: „Marność nad marnościami i wszystko marność” (Koh 1, 2).
Tak, w porządku doczesnym wszystko jest marnością, a w każdym
razie marnością się wydaje. Bo w gruncie rzeczy porządek doczesny jest tylko
drogą wiodącą do porządku nadprzyrodzonego. Po to żyjemy w tym pierwszym,
byśmy mogli zasłużyć sobie na szczęśliwe życie w tym drugim. A nieodzownym
warunkiem osiągnięcia nieba jest umieć i chcieć zachować pokój z Bogiem,
ze sobą samym i z bliźnimi na ziemi.
Każdy z nas walczy i musi walczyć aż do zwycięstwa, by
wreszcie usłyszeć szczęśliwe zapewnienie: „Zwycięzcy dam jeść z drzewa
żywota, które jest w raju Boga mojego” (Ap 2, 7). Każdy z nas
jest na stadionie, czyli na torze wyścigowym (1 Kor 9, 24; 2 Tym 2, 5).
Wygrywa ten, kto pierwszy dobiegnie do mety, kto przebiegnie bez błędu, kto
trafi do celu. Do tego potrzeba spokoju i równowagi ducha. Kto nie
dobiegnie, przepada. Wszyscy wiemy dobrze, że pobyt nasz na ziemi nie jest
trwały (Hbr 13, 14) i że dążymy do pobytu trwałego i nieodmiennego,
gdzie nas czeka niezmącony pokój u Ojca niebieskiego. Niech w dążeniu
do tego ostatecznego pokoju towarzyszy nam życzenia Apostoła: „A pokój Boży,
który przewyższa wszelkie pojęcia, niechaj strzeże serc waszych i umysłów
waszych w Chrystusie Jezusie”.
Amen.
kazanie z tomu ks. dra Jana Czuja, prof. UW pt. Kazania świąteczne i przygodne, Pallottinum
Poznań 1953, s. 199-204)
pisownię
uwspółcześniono